Sparing z Sarmacją na plus

W piątek 28 listopada aura nie pozwoliła na rozegranie ligowego meczu z Miedzią Legnica, za to kilka dni później bez kłopotu doszło do rywalizacji w meczu kontrolnym z Sarmacją Będzin.  Lider 3 ligi śląskiej (Klasa okręgowa Katowice – Sosnowiec) prowadzony przez doświadczonego grającego trenera (w tym test meczu  wystąpił jedynie w roli szkoleniowca) Tomasza   Nowaka  (145 spotkań na szczeblu ekstraklasy) zaprezentował się na „Lorecie” ambitnie, bojowo, a fragmentami można było już zauważyć efekty pracy nowego szkoleniowca.  Powtarzalna próba zorganizowanego wyjścia spod pressingu, czy dynamiczne  przeniesienie akcji do formacji ofensywnych kończyły się w większości na przechwytach piłki zawodników trenera Klaczy, jednak na uwagę zasługuje chęć tak zwanego „grania piłką” do której dążyli Sarmaci. Ta odważna gra, niestety dla naszych gości zaowocowała szybkim objęciem prowadzenia przez nasz zespół.  Mocny pressing, skuteczne odbiory  i dynamika z jaką podeszli do zawodów nasi zawodnicy imponowała, a co ważniejsze była skuteczna. Po 45 minutach gry, po dwóch golach Seweryna Cieślaka, oraz trafieniach Gołębiowskiego,  Kołodziejczyka  i Mazanka  Skra prowadziła  5 – 0.  W drugiej odsłonie obraz gry niewiele się zmienił.  Przewaga należała do naszego zespołu i udokumentowana została kolejnymi trafieniami. Najpierw Piotr Nocoń strzałem z dystansu pokonał bramkarza Sarmatów, potem Ivan Metlushko wykorzystał rzut karny, a wynik meczu ustalił Przemysław Sajdak.Wcześniej jednak honorowe trafienie zaliczył napastnik Sarmacji, którzy równie skutecznie jak Metlushko strzał z rzutu karnego zamienił na gola. Warto zauważyć, iż w dniu wczorajszym mieliśmy kilka debiutów w naszym zespole. Po tygodniowym okresie treningowym, swoje pierwsze występy w piłce seniorskiej w składzie pierwszego zespołu zaliczyło aż pięciu zawodników naszej Akademii ! Mowa o Mateuszu Figzale, Patryku Kemusiu, Oliwierze Małyszu, Aleksie Radło i Hubercie Musiale, którzy z powodzeniem radzili sobie na boisku, choć można było spodziewać się po ich stronie tremy. To ważne wydarzenie dla naszego Klubu, Akademii jak i  samych zawodników. Mamy nadzieję, że ich występ też pozytywnie oceni sztab trenerski i niebawem „Młoda Skra” zasili na stałe szeregi pierwszego zespołu. Skra Częstochowa – Sarmacja Będzin 8 – 1 (5 – 0)środa 03.12.2025 g.18.15 I połowa Górski – Mikołajczyk, Józefczyk, Zieliński  – Mazanek,  Kołodziejczyk, Dmytryszyn, Łukasiewicz – Figzał,  Gołębiowski  – Cieślak II połowa: Warszakowski – Kossakowski, Małysz, Kucharczyk – Radło, Nocoń, Musiał, Jarek – Sajdak, Kemuś – Metlushko Gole zdobywali: Cieślak x 2, Gołębiowski, Mazanek, Kołodziejczyk, Nocoń, Metlushko, Sajdak

XVI Memoriał im. P. Kożucha – Start !

Od wczesnych godzin sobotniego poranka, mimo niskich temperatur i zimowej aury na Stadionie Skry w Częstochowie przy ulicy Loretańskiej, trwają zmagania najmłodszych adeptów sztuki piłkarskiej w rywalizacji  w XVI  Memoriale  im Przemysława Kożucha, byłego zawodnika częstochowskich drużyn, a przede wszystkim przedwcześnie pożegnanego przez wszystkich sympatyków piłki nożnej w Częstochowie, trenera w Akademii Skra Częstochowa, wychowawcę, nauczyciela. Turniej zorganizowany jest dla zespołów w czterech rocznikach. W sobotę od godzin porannych rywalizują zawodnicy urodzeni w roku 2018 i młodsi. Od godziny 14.15 na płycie boiskach rywalizować będą zawodnicy z rocznika 2016. Dzień później, w niedzielny poranek rozpocznie się sesja dla zawodników rocznika 2017 , a zmagania XVI-go memoriału, w niedzielne popołudnie zakończą drużyny z rocznika 2015. Wyniki rywalizacji na żywo można śledzić na pod linkiem: [KLIKNIJ TUTAJ] UCZESTNICY TURNIEJU: Patronami turnieju są: Sponsorzy zawodów :

Radosław Gołębiowski: Nie jest źle, ale jest nad czym pracować

Nasz pomocnik w poniedziałek świętował 24. urodziny. Jak sam mówi, najlepszym prezentem będzie jak w piątek uda mu się zdobyć na gola. Na razie uzbierał ich pięć dokładając do tego dwie asysty. Może zacznijmy od spóźnionych życzeń urodzinowych. Czego najczęściej się życzy piłkarzom? – Zdrowia! To najważniejsze. Można życzyć bramek i asyst, ale jak nie będzie zdrowia, to wszystko inne idzie do kosza. Jak jest zdrowie, to całą resztę można wypracować indywidualną pracą. Odpukać – zdrowia w ostatnim czasie ci chyba nie brakuje. – Na szczęście jeszcze poważniejszych problemów nie miałem. Na razie jest w porządku i bardzo się z tego cieszę. Jakieś ciekawe prezenty dostałeś? – Szczerze mówiąc to nie (śmiech). Mam nadzieję, że sam sobie zrobię prezent w piątek w postaci gola w meczu z Miedzią Legnica. O ile pogoda pozwoli ten mecz rozegrać, bo zerkając za okno można mieć wątpliwości… – Mam mimo wszystko nadzieję, że zagramy. To ostatni mecz w tym roku, fajnie byłoby zakończyć rundę zwycięstwem. Wierzę w to, że uda się zagrać, ale wiadomo – nie jest to zależne tylko od nas. Pierwszą część sezonu w zasadzie możemy podsumować. Jesteś zadowolony z miejsca i zdobyczy Skry? – Zawsze są dwie strony medalu. Z jednej strony wygląda to całkiem nieźle, bo jesteśmy blisko czołowych lokat i pourywaliśmy punkty czołówce, a z drugiej mam trochę wewnętrzny niedosyt, że tych punktów powinno być trochę więcej. Z niektórym stratami ciężko się pogodzić, był taki moment, że złapaliśmy lekki kryzys w meczach, gdzie wydawało się, że jesteśmy murowanym faworytem. Czasami też traciliśmy bramki w ostatnich minutach. Jestem zadowolony, ale jednocześnie czuję, że dało się wycisnąć dużo więcej. Trochę Polski miałeś okazję zwiedzić – Widzew Łódź, Sandecja Nowy Sącz, Chojniczanka Chojnice. Które miejsce wspominasz najlepiej? – Wszędzie było fajnie na swój sposób. Każde z tych miejsc mnie czegoś nauczyło. Z Widzewem awansowaliśmy do ekstraklasy i był to super moment dla mnie. Sandecję dobrze wspominam indywidualnie, ale drużynowo nie daliśmy rady, bo spadliśmy z ligi. Teraz jestem w Skrze i czerpię radość z gry. Jestem w miejscu, które znam od dziecka i staram się wyciągać to co najlepsze. Udało się w końcu wrócić na „Loretę”. Masz nadzieję, że wiosną już tak zostanie? – Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie sytuacji żebyśmy mieli jeszcze gdzieś się stąd wyprowadzać. Tutaj trenujemy, to jest nasz dom, znamy tą szatnię i nie chcę już wracać na boczne boisko przy Limanowskiego. Indywidualnie jesteś zadowolony z tej rundy? – Podobnie jak w przypadku drużyny. Z jednej strony jestem, z drugiej nie. Pewnie gdyby ten wynik drużyny był lepszy, ja również byłbym bardziej zadowolony. Mam poczucie, że moja postawa w niektórych sytuacjach mogła sprawić, że mogliśmy mieć tych punktów więcej. Nie jest źle, ale zawsze jest nad czym pracować. Z Miedzią tylko trzy punkty? – Innego wariantu nie biorę pod uwagę. Trzeba dobrze zakończyć rok i ze spokojem przygotowywać się do wiosny. Rozmawiał Mariusz Rajek

Dariusz Klacza: Mamy określony kierunek

Po dwóch meczach bez wygranej powróciliśmy na zwycięską ścieżkę. Po meczu ze Słowianinem z trenerem Dariuszem Klaczą rozmawialiśmy o powrocie na „Loretę”, spadku intensywności w drugiej połowie, czy ocenie drużyny na półmetku sezonu. Długo czekaliśmy na ten moment – pierwszy mecz na Lorecie w tym sezonie. Jak duża to różnica pod względem mentalnym, boiska, szatni? – Na pewno jest różnica, tu faktycznie czujemy się jak w domu. Codziennie przecież tutaj trenujemy. To jest zapach naszej szatni, więc fajnie jest tu w końcu wrócić do grania w lidze. Dodatkowo możemy zagrać przy sztucznym oświetleniu. To było dla nas na pewno bardzo budujące, a do tego sprostaliśmy oczekiwaniom, które sami sobie postawiliśmy. Powrót bardzo udany, bo od razu zwycięski. W pierwszej połowie pełna dominacja Skry, ale pod koniec meczu zrobiło się nerwowo. – Każda połowa meczu kosztuje nas bardzo dużo intensywności, bo chcemy wysoko odbierać piłkę, zamykać rywala. Płacimy za to rachunek w drugich połowach spotkań, bo powinniśmy wcześniej zamykać mecze. Przestrzegałem zawodników, że w tym spotkaniu musimy mieć małe zwycięstwa na boisku – wygrane pojedynki, dobre stałe fragmenty gry, wyczekiwanie na dobry kontratak, ale też zabezpieczenie takich ataków rywali. Wychodziło nam z analizy, że to ich najgroźniejsza broń. Końcówka była trochę dla rywali, bo byli bardzo zdeterminowani do tego aby zdobyć drugą bramkę. Wybroniliśmy się jednak i mamy trzy punkty. To jest kwestia młodości zespołu, że potrafi wypracować sobie zaliczkę, ale potem ciężko im to utrzymać? – Nie, najbardziej myślę tutaj o intensywności. Pierwsze połowy naprawdę sporo nas kosztują, przez co pod koniec intensywność spada, ale my cały czas chcemy grać to samo. Wierzymy w to zarówno jako sztab, wierzą też zawodnicy. Na młody wiek bym nie zganiał, bo w pierwszej połowie również grali młodzi zawodnicy. Musimy się do tych drugich połów przyzwyczajać. Coraz bliżej jesteśmy okresu przygotowawczego do kolejnej rundy, który będzie trwał aż dwa miesiące. Jestem przekonany, że na wiosnę nasze drugie połowy będą wyglądały tak, jak teraz pierwsze. Ci, którzy mogli oglądać to spotkanie nie mogą narzekać na nudę. To było żywe, szybkie spotkanie. – W taki sposób myślimy o piłce nożnej, bo to ma być dla kibica. Im więcej w meczu będzie ciekawych sytuacji bramkowych, tym mecz może się bardziej podobać. Kolejny mecz ze zdobytymi bramkami, ale dążymy też do tego, aby tracić ich jak najmniej. Chcemy zacząć grać na zero z tyłu. Pierwsza runda za nami, więc możemy dokonać małego podsumowania. Szóste miejsce w tabeli, 28 zdobytych punktów. To jest to co miało być? – Mieliśmy swoje wewnętrzne cele, które nie dotyczyły jakby liczby zdobytych punktów i miejsca w tabeli, ale przede wszystkim tego, aby ten zespół pokazywał jakąś swoją myśl. Najważniejsze, że przez te 17 spotkań pokazaliśmy, że mamy określony kierunek. Im bardziej będziemy w niego wierzyć, tym więcej punktów będziemy zdobywać. Rozmawiał Mariusz Rajek

Zwycięski powrót do domu

Zgodnie z planem, czyli zwycięstwem powróciliśmy na Loretańską. W pierwszym w tym sezonie meczu rozgrywanym na własnym obiekcie pokonaliśmy 2:1 Słowianina Wolibórz. Od pierwszych minut Skra narzuciła swoje tempo i pokazała, kto tego dnia będzie rozdawał karty. To nasi zawodnicy byli stroną zdecydowanie bardziej aktywną. Efektownie zrobiło się w 14. minucie, gdy po dośrodkowaniu rozgrywającego swój 301. mecz w barwach Skry Piotrka Noconia głową w poprzeczkę pocelował Nikodem Kossakowski. Może jednak lepiej, że piłka nie wpadła do bramki, bo sędzia dopatrzył się w tej sytuacji spalonego. Minutę później dość brutalnie w polu karnym sfaulowany został Przemek Sajdak, a jedenastkę na swojego dwunastego gola w sezonie pewnym strzałem po ziemi zamienił Ivan Metluszko. Trzy minuty później „Sajdi” już samodzielnie postanowił wpisać się do protokołu strzeleckiego perfekcyjne wykonując rzut wolny z ostrego kąta. Piłka po jego uderzeniu bezpośrednio zatrzepotała w bramce Piotra Gembary. Mimo szybko zdobytego dwubramkowego prowadzenia, to Skra nadal dyktowała warunki, częściej była przy piłce i jeszcze przed przerwą mogła rozstrzygnąć losy rywalizacji. Tuż przed zejściem do szatni Paweł Kołodziejczyk uderzył mocno w sam środek, ale tym razem golkiper Słowianina był na posterunku. Goście momentami byli mocno bezradni. Odnotować można jedynie niezłą akcję z 43. minuty zakończoną strzałem nad poprzeczką Marcina Buryły. W drugą część spotkania ekipa z Woliborza weszła jednak z dużym animuszem i chęcią poprawy. Na boisku działo się naprawdę sporo, a spotkanie zaczęło przypominać prawdziwą wymianę ciosów. W 70. minucie sędzia za faul na Adamie Bońkowskim podyktował jedenastkę dla gości, ale strzał Wojciecha Szuby obronił Bartosz Warszakowski. Niestety chwilę później Słowianim dopiął swego zdobywając bramkę kontaktową po uderzeniu głową Dominika Bronisławkiego, który sfinalizował precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego. Goście poczuli swoją szansę, momentami oblegając pole karne Skry, ale udało nam się dowieźć zwycięstwo do szczęśliwego końca. Kropkę nad „i” w doliczonym czasie gry mógł postawić Sajdak, ale jego soczysty strzał obronił Piotr Gembara. Po meczu była okazja do świętowania nie tylko trzech punktów. „Nocek” przed tygodniem zagrał 300. mecz w naszych barwach, a Paweł Kołodziejczyk świętował w sobotę 21. urodziny. Wygrana pozwoliła nam awansować na szóste miejsce w tabeli. W pierwszej rundzie Skra odniosła siedem zwycięstw, tyle samo remisów i tylko trzy porażki. Sponsorem transmisji z meczu była: RESTAURACJA BRUNCH SQUARE oraz AMERICAN PUB Skra Częstochowa – Słowianin Wolibórz 2:1 (2:0) 1:0 – Metluszko, 16 min. (z rzutu karnego);2:0 – Sajdak, 19. min.; 2:1 – Bronisławski, 73 min. SKRA: Warszakowski – Gołębiowski (90+2. Waluda), Kucharczyk), Józefczyk (71. Mikołajczyk) – Jarek (71. Wojciechowski), Kossakowski, Nocoń, Sajdak, Kołodziejczyk, Napieraj (46. Mikołajczyk) – Metlushko (71. Łukasiewicz) SŁOWIANIN: Gembara – Łazarowicz, Cyrek, Bronisławski, Buryło (46. Garwol), Bońkowski (84. Paraszczak), Szuba, Gendera, Sadowski, Krakowski (73. Graczyk), Gibiec (77. Szczepaniak). Sędziował: Dorian Skwara. Żółte kartki: Łazarowicz, Szuba Nie oglądałeś meczu ? – zobacz [OGLĄDAJ TUTAJ] Aut. Mariusz Rajek

Słowianin Wolibórz – przedstawiamy rywala

Nasz sobotni przeciwnik to beniaminek, który po raz pierwszy występuje na poziomie III ligi. Początek sezonu Słowianin Wolibórz miał całkiem niezły, ale ostatnio dopadł ich kryzys. Na początek słów kilka o malowniczej krainie, skąd pochodzą nasi rywale. Miejscowość Wolibórz położona jest u podnóża Gór Sowich w dolinie potoku Woliborki, między Obniżeniem Noworudzkim a Garbem Dzikowca. Już sam opis z wikipedii dotyczący tej dolnośląskiej miejscowości brzmi niezwykle uroczo, niemal jak opisy przyrody Elizy Orzeszkowej. Dla miłośników futbolowej turystyki wizyta na meczu Słowianina powinna być nie lada gratką. Uwagę zwraca również klubowy herb z charakterystycznym muflonem. Związane jest to z tym, że w okresie godowym zwierzęta te mają swoje miejsca wędrowne właśnie w okolicy obiektu Słowianina. W położonym bardzo blisko czeskiej granicy, nieopodal Kłodzka czy Polanicy-Zdroju. W Woliborzu chcą być jednak kojarzeni też z piłką nożną. – Wielu kibiców teraz sprawdza skąd w ogóle się taki klub wziął w III lidze i gdzie ten Wolibórz jest położony – mówił przed sezonem kierownik drużyny, Michał Mostowy. – Zjeżdża się z drogi głównej w boczną i przez długi czas nie ma nic. Nagle pojawia się górka, a po drugiej stronie ukazuje się nasz kameralny obiekt położony nieco niżej. Powoli rozbudowuje się tu również infrastruktura prywatnych domków. Mamy piękny widok na górę, las niedaleko, wszystkim odwiedzającym się to zazwyczaj podoba. Jeśli ktoś jest pasjonatem Gór Sowich, wędrówek to inaczej być nie może – obrazowo opisuje około stadionową infrastrukturę kierownik naszych rywali. Wygrali z „szejkami” Słowianin okazał się najlepszy w poprzednim sezonie IV ligi dolnośląskiej, a to spory wyczyn, biorąc pod uwagę, że za rywala miał choćby Barycz Sułów wspieraną przez jedną z najpopularniejszych w Polsce marek wędliniarskich Tarczyński. Na finiszu Słowianin wyprzedził rywali zaledwie o dwa punkty. Co ciekawe, drużyny te były dla siebie całkowicie bezlitosne na swoim boisku. Słowianin pokonał u siebie Barycz 5:0, by w Sułowie polec 1:4. Klub rozwija się harmonijnie. W sezonie 2015/2016 drużyna wywalczyła awans do A klasy, w której pograła cztery sezony. W okręgówce Słowianin zatrzymał się tylko na sezon, w 2021 awansując do IV ligi. Cztery sezony i kolejny awans, tym razem już na szczebel centralny. Po 16. kolejkach nasi rywale zajmują 12. miejsce z bilansem pięciu wygranych, czterech remisów oraz siedmiu porażek. Będą wypoczęci W poprzedniej kolejce sięgnęli po wygraną 3:0 bez konieczności wychodzenia na boisko. Przeżywająca ogromne problemy finansowe Stal Jasień nie dotarła bowiem do Woliborza, czego konsekwencją był walkower. – Wolelibyśmy te punkty podnieść z boiska, bo drużyna byłaby wtedy pewnie lepiej zmotywowana, ale nie mamy wpływu na problemy rywali – mówi Michał Mostowy. Na zwycięstwo wywalczone na boisku w Woliborzu czekają od 13 września i wygranej w Starowicach Dolnych (2:1). Beniaminek miał udaną pierwszą część rundy, ale potem przyszła zadyszka. – Liczyliśmy się po awansie z tym, że to będzie duży przeskok, ale byliśmy na to gotowi. Początek sezonu pokazał, że pasujemy do tej ligi. Na ostatnie nasze wyniki z pewnością wpływ miała plaga kontuzji kluczowych zawodników, można powiedzieć kręgosłupa drużyny. W kilku meczach mieliśmy też sporo pecha, choćby z rezerwami Zagłębia Lubin, gdzie stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, ale wyszło jak wyszło. Przeważnie przegrywaliśmy spotkania jedną bramką, nie odstając za bardzo od rywali, ale opatrzność była po ich stronie. Jedziemy do Częstochowy na pewno z myślą o zwycięstwie, a czy się uda, to już życie pokaże – dodaje kierownik drużyny z Woliborza. Pierwszy gwizdek przy Loretańskiej w sobotę o godzinie 16:00. Mariusz Rajek Dla tych kibiców, którzy nie mogą zobaczyć sobotniego spotkania na stadionie miejskim przy ulicy Loretańskiej przeprowadzimy transmisję „Live” na profilu społecznościowym naszego (FB) Klubu Sponsorem transmisji meczu ze Słowianinem jest RESTAURACJA BRUNCH SQUARE oraz AMERICAN PUB, której serdecznie dziękujemy za zaangażowanie! Link do transmisji [OGLĄDAJ TUTAJ]

Wracamy na Loretę!

Na takie wieści czekaliśmy! Lubuski Związek Piłki Nożnej, który w tym sezonie prowadzi rozgrywki 3. grupy III ligi wyraził warunkową zgodę na to, aby dwa najbliższe domowe mecze Skry odbyły się na stadionie przy ulicy Loretańskiej. Mowa o najbliższym – sobotnim (15.11) starciu ze Słowianinem Wolibórz oraz kolejnym z Miedzią II Legnica (28.11, godz 18:30). Zmianie uległa też godzina meczu ze Słowianinem – pierwszy gwizdek wybrzmi o godzinie 16:00, a nie jak pierwotnie planowano 13:45. Niestety, mecze przy Loretańskiej wciąż nie mogą odbywać się z udziałem publiczności. Zainteresowanych przedstawicieli mediów chcących akredytować się na najbliższe spotkanie prosimy o kontakt mailowy pod adresem: aleksandra.kmiec@ks-skra.pl (mr)

Przemysław Sajdak: Lubię tutaj wracać.

Trafienie Przemka w ostatniej kolejce dało nam cenny punkt w Goczałkowicach-Zdroju. „Sajdi” pamięta ze Skrą smak I ligi. Zapraszamy do krótkiej rozmowy z naszym pomocnikiem. Sześć goli i trzy asysty w tym sezonie. Jesteś zadowolony czy jednak jest trochę niedosytu? Na pewno zawsze może być lepiej. Sześć bramek to dość sporo na tym etapie rozgrywek, aczkolwiek wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zawsze chciałoby się mieć ich jeszcze więcej, ale cieszę się z tego co jest, bo dochodzą jeszcze wspomniane asysty. Jestem zadowolony, ale nie popadam w samozachwyt. Trzeba pracować dalej, żeby te statystyki wyglądały jeszcze lepiej. Przychodziłeś do Skry, gdy awansowała do I ligi. Potem byłeś w momencie spadku do II i po sezonie spędzonym w Chojniczance wróciłeś, gdy jest trzecia. Bardzo duży przeskok, czy ta III liga wcale nie jest taka słaba? Ta liga na pewno nie jest słaba, bo są tu bardzo mocne drużyny. Rywalizujemy z nimi w taki sposób, aby zawsze starać się wygrać. Sportowo przeskok pomiędzy drugą a trzecia ligą na pewno jest jednak kolosalny, o I lidze to nawet nie mówię. Niemniej w III lidze drużyny też mają swój plan na mecz i na pewno nie gra się tutaj łatwo. Na pewno nie prześlizgamy się w tej lidze z dużą łatwością. Trzeba dużo pracować, aby wygrywać w III lidze, bez względu na to czy się gra z ostatnią drużyną w tabeli czy liderem. Mecze stoją na fajnym poziomie. Polubiłeś chyba już mocno Częstochowę, bo nie licząc czasu w Chojnicach, grasz w Skrze od 2021 roku. Zgadza się, to jest mój czwarty sezon w Skrze w trzeciej różnej lidze. Zawsze pozytywnie odbierałem ten klub. Przechodząc z ŁKS-u do Skry, która właśnie awansowała do I ligi dano mi tutaj szansę, której w Łodzi pewnie bym nie dostał. Jestem wdzięczny za wyciągnięcie do mnie ręki i jak widać – lubię tutaj wracać. Wracając jeszcze do poprzedniego meczu w Goczałkowicach: jak się gra przeciwko Łukaszowi Piszczkowi? Mówi się, że 66-krotny reprezentant Polski pożegnał się tym meczem z karierą zawodnicza, choć oficjalnie tego jeszcze nikt nie ogłosił. Coś się o tym mówiło, natomiast też nie usłyszeliśmy żadnych konkretów. Co do samej gry, to fajna sprawa zagrać na Łukasza Piszczka. Wielkie i cenne doświadczenie zagrać przeciwko takiemu zawodnikowi, który wielokrotnie grał w Lidze Mistrzów. Od takiego piłkarza wiele można się nauczyć, bo mimo swojego wieku nadal ma w sobie to coś. Na co stać nas w tym sezonie? Bardziej środek stawki, czy szansa powalczenia o coś więcej? Zobaczymy, skupiamy się tak naprawdę na każdym kolejnym meczu. Zobaczymy jakie miejsce da nam to na koniec sezonu. Teraz nie ma co mówić o takich rzeczach jak awans. Trzeba się przygotowywać do każdego kolejnego spotkania, ciężko pracować, a efekty mogą przyjść dopiero później. Stać nas na wiele i pokazaliśmy to w niejednym meczu. Gramy bardzo dobrze, realizujemy plan, który wcześniej sobie zakładamy. Cieszę się, że znów jestem w Skrze, bo ta gra sprawia mi wiele radości. W sobotę mecz z beniaminkiem o nieco egzotycznej nazwie. Czego spodziewacie się po Słowianinie Wolibórz? Nastawienie zawsze mamy bojowe. Przyjeżdża drużyna, która w poprzedniej kolejce wygrała walkowerem, a więc mogą być wypoczęci. W piątek będziemy mieć analizę rywala i wtedy na pewno dowiemy się o nich więcej. Tak na dobrą sprawę, to ja sam tej trzeciej ligi dopiero się uczę. Rozmawiał Mariusz Rajek

Rocznik 2018 Skry Częstochowa na turnieju!

W miniony weekend nasi najmłodsi zawodnicy z rocznika 2018 wzięli udział w emocjonującym turnieju piłkarskim w Łodzi! Drużyny zostały podzielone na dwa zespoły, dzięki czemu każdy mógł spędzić na boisku jak najwięcej czasu i zaprezentować swoje umiejętności. Podczas zawodów nie brakowało pięknych bramek, efektownych akcji indywidualnych oraz świetnej gry zespołowej. Nasi młodzi piłkarze pokazali ogromne zaangażowanie, radość z gry i sportowego ducha walki.  Na szczególne wyróżnienie zasłużył Szymon Kapuścik, który został wybrany najlepszym obrońcą turnieju. Gratulacje dla Szymona oraz całej drużyny za wspaniałe występy i dumne reprezentowanie barw naszego klubu.

Cenny remis z drużyną Łukasza Piszczka

Wyjazdowe starcie z LKS-em Goczłkowice-Zdrój zakończyło się podziałem punktów (1:1). Gola dla naszej drużyny zdobył Przemysław Sajdak. – Momentami nasza gra wyglądała bardzo dobrze, mogliśmy nawet wygrał – mówi trener Dariusz Klacza. Początek spotkanie zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy już w 10. minucie wyszli na prowadzenie po trafieniu Nikolasa Wróblewskiego, dla którego było to piąte trafienie w sezonie. Z biegiem czasu Skra wróciła jednak do gry, stwarzając sobie nawet lepsze sytuacje bramkowe od Goczałkowic. Na siedem minut przed końcem pierwszej połowy do wyrównania doprowadził Przemysław Sajdak. – Fajnie, że odpowiedzieliśmy bramką do przerwy – przyznał szkoleniowiec. W drugiej połowie to nasza drużyna była bliżej zwycięstwa, ale zabrakło niestety skuteczności. – Martwią te niewykorzystane sytuacje, bo trochę ich było. W samej końcówce możemy mówić jednak o szczęściu, bo Goczałkowice miały okazję, aby przechylić zwycięstwo na swoją szalę. Podsumowując zdobywamy punkt na bardzo trudnym terenie – podsumował Dariusz Klacza. Szkoleniowiec Skry był zadowolony z postawy swojej drużyny na tle silnego przeciwnika. – Momentami nasza gra wyglądała bardzo dobrze. Rywale mogą pochwalić się na pewno teoretycznie lepszymi zawodnikami, z przeszłością na poziomie centralnym. Mają zdecydowanie większe doświadczenie, do tego zdolną młodzież. Momentami byliśmy w stanie z takim rywalem dominować. Mojej drużynie za ten remis należą się gratulacje – dodał trener Klacza. Niewykluczone, że był do ostatni mecz w barwach LKS-u Łukasza Piszczka, który zagrał w sobotę pełne 90 minut. – Nie ukrywam, że nas to zaskoczyło. Może to był jakiś sygnał? – zastanawia się nasz szkoleniowiec. Nieoficjalnie mówi się, że były reprezentant Polski ma objąć drużynę GKS-u Tychy. – To jest klasa sama w sobie, ich kluczowy zawodnik, z ogromnym doświadczeniem. Z naszej perspektywy cieszy nas to, że naprzeciwko Łukasza grał młody, jeszcze niedoświadczony zawodnik, był mocno zdeterminowany. Nie pozwolili rywalom na zbyt wiele, to mocno budujące – zakończył trener Skry. Za tydzień Skra zagra ze Słowianinem Wolibórz, który w tej rundzie miał wolne, ponieważ drużyna Stali Jasień zrezygnowała z wyjazdu na mecz. LKS Goczałkowice-Zdrój – Skra Częstochowa 1:1 (1:1) 1:0 – Wróblewski, 10 min.; 1:1 – Sajdak, 35. min. Mariusz Rajek