Dariusz Klacza: Mamy określony kierunek

Po dwóch meczach bez wygranej powróciliśmy na zwycięską ścieżkę. Po meczu ze Słowianinem z trenerem Dariuszem Klaczą rozmawialiśmy o powrocie na „Loretę”, spadku intensywności w drugiej połowie, czy ocenie drużyny na półmetku sezonu. Długo czekaliśmy na ten moment – pierwszy mecz na Lorecie w tym sezonie. Jak duża to różnica pod względem mentalnym, boiska, szatni? – Na pewno jest różnica, tu faktycznie czujemy się jak w domu. Codziennie przecież tutaj trenujemy. To jest zapach naszej szatni, więc fajnie jest tu w końcu wrócić do grania w lidze. Dodatkowo możemy zagrać przy sztucznym oświetleniu. To było dla nas na pewno bardzo budujące, a do tego sprostaliśmy oczekiwaniom, które sami sobie postawiliśmy. Powrót bardzo udany, bo od razu zwycięski. W pierwszej połowie pełna dominacja Skry, ale pod koniec meczu zrobiło się nerwowo. – Każda połowa meczu kosztuje nas bardzo dużo intensywności, bo chcemy wysoko odbierać piłkę, zamykać rywala. Płacimy za to rachunek w drugich połowach spotkań, bo powinniśmy wcześniej zamykać mecze. Przestrzegałem zawodników, że w tym spotkaniu musimy mieć małe zwycięstwa na boisku – wygrane pojedynki, dobre stałe fragmenty gry, wyczekiwanie na dobry kontratak, ale też zabezpieczenie takich ataków rywali. Wychodziło nam z analizy, że to ich najgroźniejsza broń. Końcówka była trochę dla rywali, bo byli bardzo zdeterminowani do tego aby zdobyć drugą bramkę. Wybroniliśmy się jednak i mamy trzy punkty. To jest kwestia młodości zespołu, że potrafi wypracować sobie zaliczkę, ale potem ciężko im to utrzymać? – Nie, najbardziej myślę tutaj o intensywności. Pierwsze połowy naprawdę sporo nas kosztują, przez co pod koniec intensywność spada, ale my cały czas chcemy grać to samo. Wierzymy w to zarówno jako sztab, wierzą też zawodnicy. Na młody wiek bym nie zganiał, bo w pierwszej połowie również grali młodzi zawodnicy. Musimy się do tych drugich połów przyzwyczajać. Coraz bliżej jesteśmy okresu przygotowawczego do kolejnej rundy, który będzie trwał aż dwa miesiące. Jestem przekonany, że na wiosnę nasze drugie połowy będą wyglądały tak, jak teraz pierwsze. Ci, którzy mogli oglądać to spotkanie nie mogą narzekać na nudę. To było żywe, szybkie spotkanie. – W taki sposób myślimy o piłce nożnej, bo to ma być dla kibica. Im więcej w meczu będzie ciekawych sytuacji bramkowych, tym mecz może się bardziej podobać. Kolejny mecz ze zdobytymi bramkami, ale dążymy też do tego, aby tracić ich jak najmniej. Chcemy zacząć grać na zero z tyłu. Pierwsza runda za nami, więc możemy dokonać małego podsumowania. Szóste miejsce w tabeli, 28 zdobytych punktów. To jest to co miało być? – Mieliśmy swoje wewnętrzne cele, które nie dotyczyły jakby liczby zdobytych punktów i miejsca w tabeli, ale przede wszystkim tego, aby ten zespół pokazywał jakąś swoją myśl. Najważniejsze, że przez te 17 spotkań pokazaliśmy, że mamy określony kierunek. Im bardziej będziemy w niego wierzyć, tym więcej punktów będziemy zdobywać. Rozmawiał Mariusz Rajek

Zwycięski powrót do domu

Zgodnie z planem, czyli zwycięstwem powróciliśmy na Loretańską. W pierwszym w tym sezonie meczu rozgrywanym na własnym obiekcie pokonaliśmy 2:1 Słowianina Wolibórz. Od pierwszych minut Skra narzuciła swoje tempo i pokazała, kto tego dnia będzie rozdawał karty. To nasi zawodnicy byli stroną zdecydowanie bardziej aktywną. Efektownie zrobiło się w 14. minucie, gdy po dośrodkowaniu rozgrywającego swój 301. mecz w barwach Skry Piotrka Noconia głową w poprzeczkę pocelował Nikodem Kossakowski. Może jednak lepiej, że piłka nie wpadła do bramki, bo sędzia dopatrzył się w tej sytuacji spalonego. Minutę później dość brutalnie w polu karnym sfaulowany został Przemek Sajdak, a jedenastkę na swojego dwunastego gola w sezonie pewnym strzałem po ziemi zamienił Ivan Metluszko. Trzy minuty później „Sajdi” już samodzielnie postanowił wpisać się do protokołu strzeleckiego perfekcyjne wykonując rzut wolny z ostrego kąta. Piłka po jego uderzeniu bezpośrednio zatrzepotała w bramce Piotra Gembary. Mimo szybko zdobytego dwubramkowego prowadzenia, to Skra nadal dyktowała warunki, częściej była przy piłce i jeszcze przed przerwą mogła rozstrzygnąć losy rywalizacji. Tuż przed zejściem do szatni Paweł Kołodziejczyk uderzył mocno w sam środek, ale tym razem golkiper Słowianina był na posterunku. Goście momentami byli mocno bezradni. Odnotować można jedynie niezłą akcję z 43. minuty zakończoną strzałem nad poprzeczką Marcina Buryły. W drugą część spotkania ekipa z Woliborza weszła jednak z dużym animuszem i chęcią poprawy. Na boisku działo się naprawdę sporo, a spotkanie zaczęło przypominać prawdziwą wymianę ciosów. W 70. minucie sędzia za faul na Adamie Bońkowskim podyktował jedenastkę dla gości, ale strzał Wojciecha Szuby obronił Bartosz Warszakowski. Niestety chwilę później Słowianim dopiął swego zdobywając bramkę kontaktową po uderzeniu głową Dominika Bronisławkiego, który sfinalizował precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego. Goście poczuli swoją szansę, momentami oblegając pole karne Skry, ale udało nam się dowieźć zwycięstwo do szczęśliwego końca. Kropkę nad „i” w doliczonym czasie gry mógł postawić Sajdak, ale jego soczysty strzał obronił Piotr Gembara. Po meczu była okazja do świętowania nie tylko trzech punktów. „Nocek” przed tygodniem zagrał 300. mecz w naszych barwach, a Paweł Kołodziejczyk świętował w sobotę 21. urodziny. Wygrana pozwoliła nam awansować na szóste miejsce w tabeli. W pierwszej rundzie Skra odniosła siedem zwycięstw, tyle samo remisów i tylko trzy porażki. Sponsorem transmisji z meczu była: RESTAURACJA BRUNCH SQUARE oraz AMERICAN PUB Skra Częstochowa – Słowianin Wolibórz 2:1 (2:0) 1:0 – Metluszko, 16 min. (z rzutu karnego);2:0 – Sajdak, 19. min.; 2:1 – Bronisławski, 73 min. SKRA: Warszakowski – Gołębiowski (90+2. Waluda), Kucharczyk), Józefczyk (71. Mikołajczyk) – Jarek (71. Wojciechowski), Kossakowski, Nocoń, Sajdak, Kołodziejczyk, Napieraj (46. Mikołajczyk) – Metlushko (71. Łukasiewicz) SŁOWIANIN: Gembara – Łazarowicz, Cyrek, Bronisławski, Buryło (46. Garwol), Bońkowski (84. Paraszczak), Szuba, Gendera, Sadowski, Krakowski (73. Graczyk), Gibiec (77. Szczepaniak). Sędziował: Dorian Skwara. Żółte kartki: Łazarowicz, Szuba Nie oglądałeś meczu ? – zobacz [OGLĄDAJ TUTAJ] Aut. Mariusz Rajek

Słowianin Wolibórz – przedstawiamy rywala

Nasz sobotni przeciwnik to beniaminek, który po raz pierwszy występuje na poziomie III ligi. Początek sezonu Słowianin Wolibórz miał całkiem niezły, ale ostatnio dopadł ich kryzys. Na początek słów kilka o malowniczej krainie, skąd pochodzą nasi rywale. Miejscowość Wolibórz położona jest u podnóża Gór Sowich w dolinie potoku Woliborki, między Obniżeniem Noworudzkim a Garbem Dzikowca. Już sam opis z wikipedii dotyczący tej dolnośląskiej miejscowości brzmi niezwykle uroczo, niemal jak opisy przyrody Elizy Orzeszkowej. Dla miłośników futbolowej turystyki wizyta na meczu Słowianina powinna być nie lada gratką. Uwagę zwraca również klubowy herb z charakterystycznym muflonem. Związane jest to z tym, że w okresie godowym zwierzęta te mają swoje miejsca wędrowne właśnie w okolicy obiektu Słowianina. W położonym bardzo blisko czeskiej granicy, nieopodal Kłodzka czy Polanicy-Zdroju. W Woliborzu chcą być jednak kojarzeni też z piłką nożną. – Wielu kibiców teraz sprawdza skąd w ogóle się taki klub wziął w III lidze i gdzie ten Wolibórz jest położony – mówił przed sezonem kierownik drużyny, Michał Mostowy. – Zjeżdża się z drogi głównej w boczną i przez długi czas nie ma nic. Nagle pojawia się górka, a po drugiej stronie ukazuje się nasz kameralny obiekt położony nieco niżej. Powoli rozbudowuje się tu również infrastruktura prywatnych domków. Mamy piękny widok na górę, las niedaleko, wszystkim odwiedzającym się to zazwyczaj podoba. Jeśli ktoś jest pasjonatem Gór Sowich, wędrówek to inaczej być nie może – obrazowo opisuje około stadionową infrastrukturę kierownik naszych rywali. Wygrali z „szejkami” Słowianin okazał się najlepszy w poprzednim sezonie IV ligi dolnośląskiej, a to spory wyczyn, biorąc pod uwagę, że za rywala miał choćby Barycz Sułów wspieraną przez jedną z najpopularniejszych w Polsce marek wędliniarskich Tarczyński. Na finiszu Słowianin wyprzedził rywali zaledwie o dwa punkty. Co ciekawe, drużyny te były dla siebie całkowicie bezlitosne na swoim boisku. Słowianin pokonał u siebie Barycz 5:0, by w Sułowie polec 1:4. Klub rozwija się harmonijnie. W sezonie 2015/2016 drużyna wywalczyła awans do A klasy, w której pograła cztery sezony. W okręgówce Słowianin zatrzymał się tylko na sezon, w 2021 awansując do IV ligi. Cztery sezony i kolejny awans, tym razem już na szczebel centralny. Po 16. kolejkach nasi rywale zajmują 12. miejsce z bilansem pięciu wygranych, czterech remisów oraz siedmiu porażek. Będą wypoczęci W poprzedniej kolejce sięgnęli po wygraną 3:0 bez konieczności wychodzenia na boisko. Przeżywająca ogromne problemy finansowe Stal Jasień nie dotarła bowiem do Woliborza, czego konsekwencją był walkower. – Wolelibyśmy te punkty podnieść z boiska, bo drużyna byłaby wtedy pewnie lepiej zmotywowana, ale nie mamy wpływu na problemy rywali – mówi Michał Mostowy. Na zwycięstwo wywalczone na boisku w Woliborzu czekają od 13 września i wygranej w Starowicach Dolnych (2:1). Beniaminek miał udaną pierwszą część rundy, ale potem przyszła zadyszka. – Liczyliśmy się po awansie z tym, że to będzie duży przeskok, ale byliśmy na to gotowi. Początek sezonu pokazał, że pasujemy do tej ligi. Na ostatnie nasze wyniki z pewnością wpływ miała plaga kontuzji kluczowych zawodników, można powiedzieć kręgosłupa drużyny. W kilku meczach mieliśmy też sporo pecha, choćby z rezerwami Zagłębia Lubin, gdzie stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, ale wyszło jak wyszło. Przeważnie przegrywaliśmy spotkania jedną bramką, nie odstając za bardzo od rywali, ale opatrzność była po ich stronie. Jedziemy do Częstochowy na pewno z myślą o zwycięstwie, a czy się uda, to już życie pokaże – dodaje kierownik drużyny z Woliborza. Pierwszy gwizdek przy Loretańskiej w sobotę o godzinie 16:00. Mariusz Rajek Dla tych kibiców, którzy nie mogą zobaczyć sobotniego spotkania na stadionie miejskim przy ulicy Loretańskiej przeprowadzimy transmisję „Live” na profilu społecznościowym naszego (FB) Klubu Sponsorem transmisji meczu ze Słowianinem jest RESTAURACJA BRUNCH SQUARE oraz AMERICAN PUB, której serdecznie dziękujemy za zaangażowanie! Link do transmisji [OGLĄDAJ TUTAJ]

Wracamy na Loretę!

Na takie wieści czekaliśmy! Lubuski Związek Piłki Nożnej, który w tym sezonie prowadzi rozgrywki 3. grupy III ligi wyraził warunkową zgodę na to, aby dwa najbliższe domowe mecze Skry odbyły się na stadionie przy ulicy Loretańskiej. Mowa o najbliższym – sobotnim (15.11) starciu ze Słowianinem Wolibórz oraz kolejnym z Miedzią II Legnica (28.11, godz 18:30). Zmianie uległa też godzina meczu ze Słowianinem – pierwszy gwizdek wybrzmi o godzinie 16:00, a nie jak pierwotnie planowano 13:45. Niestety, mecze przy Loretańskiej wciąż nie mogą odbywać się z udziałem publiczności. Zainteresowanych przedstawicieli mediów chcących akredytować się na najbliższe spotkanie prosimy o kontakt mailowy pod adresem: aleksandra.kmiec@ks-skra.pl (mr)

Przemysław Sajdak: Lubię tutaj wracać.

Trafienie Przemka w ostatniej kolejce dało nam cenny punkt w Goczałkowicach-Zdroju. „Sajdi” pamięta ze Skrą smak I ligi. Zapraszamy do krótkiej rozmowy z naszym pomocnikiem. Sześć goli i trzy asysty w tym sezonie. Jesteś zadowolony czy jednak jest trochę niedosytu? Na pewno zawsze może być lepiej. Sześć bramek to dość sporo na tym etapie rozgrywek, aczkolwiek wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zawsze chciałoby się mieć ich jeszcze więcej, ale cieszę się z tego co jest, bo dochodzą jeszcze wspomniane asysty. Jestem zadowolony, ale nie popadam w samozachwyt. Trzeba pracować dalej, żeby te statystyki wyglądały jeszcze lepiej. Przychodziłeś do Skry, gdy awansowała do I ligi. Potem byłeś w momencie spadku do II i po sezonie spędzonym w Chojniczance wróciłeś, gdy jest trzecia. Bardzo duży przeskok, czy ta III liga wcale nie jest taka słaba? Ta liga na pewno nie jest słaba, bo są tu bardzo mocne drużyny. Rywalizujemy z nimi w taki sposób, aby zawsze starać się wygrać. Sportowo przeskok pomiędzy drugą a trzecia ligą na pewno jest jednak kolosalny, o I lidze to nawet nie mówię. Niemniej w III lidze drużyny też mają swój plan na mecz i na pewno nie gra się tutaj łatwo. Na pewno nie prześlizgamy się w tej lidze z dużą łatwością. Trzeba dużo pracować, aby wygrywać w III lidze, bez względu na to czy się gra z ostatnią drużyną w tabeli czy liderem. Mecze stoją na fajnym poziomie. Polubiłeś chyba już mocno Częstochowę, bo nie licząc czasu w Chojnicach, grasz w Skrze od 2021 roku. Zgadza się, to jest mój czwarty sezon w Skrze w trzeciej różnej lidze. Zawsze pozytywnie odbierałem ten klub. Przechodząc z ŁKS-u do Skry, która właśnie awansowała do I ligi dano mi tutaj szansę, której w Łodzi pewnie bym nie dostał. Jestem wdzięczny za wyciągnięcie do mnie ręki i jak widać – lubię tutaj wracać. Wracając jeszcze do poprzedniego meczu w Goczałkowicach: jak się gra przeciwko Łukaszowi Piszczkowi? Mówi się, że 66-krotny reprezentant Polski pożegnał się tym meczem z karierą zawodnicza, choć oficjalnie tego jeszcze nikt nie ogłosił. Coś się o tym mówiło, natomiast też nie usłyszeliśmy żadnych konkretów. Co do samej gry, to fajna sprawa zagrać na Łukasza Piszczka. Wielkie i cenne doświadczenie zagrać przeciwko takiemu zawodnikowi, który wielokrotnie grał w Lidze Mistrzów. Od takiego piłkarza wiele można się nauczyć, bo mimo swojego wieku nadal ma w sobie to coś. Na co stać nas w tym sezonie? Bardziej środek stawki, czy szansa powalczenia o coś więcej? Zobaczymy, skupiamy się tak naprawdę na każdym kolejnym meczu. Zobaczymy jakie miejsce da nam to na koniec sezonu. Teraz nie ma co mówić o takich rzeczach jak awans. Trzeba się przygotowywać do każdego kolejnego spotkania, ciężko pracować, a efekty mogą przyjść dopiero później. Stać nas na wiele i pokazaliśmy to w niejednym meczu. Gramy bardzo dobrze, realizujemy plan, który wcześniej sobie zakładamy. Cieszę się, że znów jestem w Skrze, bo ta gra sprawia mi wiele radości. W sobotę mecz z beniaminkiem o nieco egzotycznej nazwie. Czego spodziewacie się po Słowianinie Wolibórz? Nastawienie zawsze mamy bojowe. Przyjeżdża drużyna, która w poprzedniej kolejce wygrała walkowerem, a więc mogą być wypoczęci. W piątek będziemy mieć analizę rywala i wtedy na pewno dowiemy się o nich więcej. Tak na dobrą sprawę, to ja sam tej trzeciej ligi dopiero się uczę. Rozmawiał Mariusz Rajek

Cenny remis z drużyną Łukasza Piszczka

Wyjazdowe starcie z LKS-em Goczłkowice-Zdrój zakończyło się podziałem punktów (1:1). Gola dla naszej drużyny zdobył Przemysław Sajdak. – Momentami nasza gra wyglądała bardzo dobrze, mogliśmy nawet wygrał – mówi trener Dariusz Klacza. Początek spotkanie zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy już w 10. minucie wyszli na prowadzenie po trafieniu Nikolasa Wróblewskiego, dla którego było to piąte trafienie w sezonie. Z biegiem czasu Skra wróciła jednak do gry, stwarzając sobie nawet lepsze sytuacje bramkowe od Goczałkowic. Na siedem minut przed końcem pierwszej połowy do wyrównania doprowadził Przemysław Sajdak. – Fajnie, że odpowiedzieliśmy bramką do przerwy – przyznał szkoleniowiec. W drugiej połowie to nasza drużyna była bliżej zwycięstwa, ale zabrakło niestety skuteczności. – Martwią te niewykorzystane sytuacje, bo trochę ich było. W samej końcówce możemy mówić jednak o szczęściu, bo Goczałkowice miały okazję, aby przechylić zwycięstwo na swoją szalę. Podsumowując zdobywamy punkt na bardzo trudnym terenie – podsumował Dariusz Klacza. Szkoleniowiec Skry był zadowolony z postawy swojej drużyny na tle silnego przeciwnika. – Momentami nasza gra wyglądała bardzo dobrze. Rywale mogą pochwalić się na pewno teoretycznie lepszymi zawodnikami, z przeszłością na poziomie centralnym. Mają zdecydowanie większe doświadczenie, do tego zdolną młodzież. Momentami byliśmy w stanie z takim rywalem dominować. Mojej drużynie za ten remis należą się gratulacje – dodał trener Klacza. Niewykluczone, że był do ostatni mecz w barwach LKS-u Łukasza Piszczka, który zagrał w sobotę pełne 90 minut. – Nie ukrywam, że nas to zaskoczyło. Może to był jakiś sygnał? – zastanawia się nasz szkoleniowiec. Nieoficjalnie mówi się, że były reprezentant Polski ma objąć drużynę GKS-u Tychy. – To jest klasa sama w sobie, ich kluczowy zawodnik, z ogromnym doświadczeniem. Z naszej perspektywy cieszy nas to, że naprzeciwko Łukasza grał młody, jeszcze niedoświadczony zawodnik, był mocno zdeterminowany. Nie pozwolili rywalom na zbyt wiele, to mocno budujące – zakończył trener Skry. Za tydzień Skra zagra ze Słowianinem Wolibórz, który w tej rundzie miał wolne, ponieważ drużyna Stali Jasień zrezygnowała z wyjazdu na mecz. LKS Goczałkowice-Zdrój – Skra Częstochowa 1:1 (1:1) 1:0 – Wróblewski, 10 min.; 1:1 – Sajdak, 35. min. Mariusz Rajek

LKS Goczałkowice-Zdrój – przedstawiamy rywala

LKS Goczałkowice-Zdrój będzie kolejnym rywalem naszej drużyny w walce o III-ligowe punkty. Czego spodziewać się po drużynie dowodzonej przez Łukasza Piszczka? Mówisz Goczałkowice, myślisz Piszczek. Odkąd kilka lat temu w klub z malowniczo położonej miejscowości na południu województwa śląskiego zainwestował 66-krotny reprezentant Polski, pierwsze skojarzenie z klubem to właśnie były gracz Borussii Dortmund. Celem inwestycji w klub z rodzinnej miejscowości było to, aby utalentowana młodzież z okolicy nie musiała wyjeżdżać, a miała możliwość trenowania u siebie. Piszczek obecnie jest grającym trenerem drużyny, ale bardzo prawdopodobne, że w najbliższym czasie przeniesie się do I-ligowego GKS-u Tychy. Mecz ze Skrą ma być nawet jego oficjalnym pożegnaniem z klubem w tej formie. Prezesem klubu naszych sobotnich rywali jest ojciec zawodnika, Kazimierz Piszczek. Czeka nas ciężko przeprawa, ponieważ „Goczały” to czołówka naszej grupy III ligi. Aktualnie LKS zajmuje czwarte miejsce w tabeli z 29 punktami na koncie, przegrali zaledwie dwa mecze w sezonie. Furorę zrobiła w tym sezonie druga drużyna Goczałkowic, która doszła aż do 1/16 finału Pucharu Polski. Tam musiała uznać wyższość I-ligowej Polonii Bytom przegrywając aż 0:7. Nie licząc byłej gwiazdy reprezentacji Polski, najbardziej znanym piłkarzem rywali jest napastnik Michał Fidziukiewicz. W trwających rozgrywkach jednak rozczarowuje. W 14 meczach na listę strzelców spisał się zaledwie dwukrotnie i mamy nadzieję, że nie powiększy w sobotę swojego dorobku. Pierwszy gwizdek na obiekcie w Goczałkowicach zaplanowano na godzinę 13:00. aut. Mariusz Rajek

Dariusz Klacza: Będziemy jeszcze bardziej wymagający

Trener Dariusz Klacza skomentował piątkowe spotkanie ze Spartą Katowice, które przerwało naszą serię korzystnych wyników. Trenerze, ta porażka bardzo boli, kiedy jest ta dominacja w pierwszej połowie i naprawdę dobra gra, a po indywidualnych błędach nie ma nawet jednego punktu? Cieszę się, że ta dominacja w pierwszej połowie była widoczna. Tylko zabrakło tego, co w piłce nożnej najważniejsze, czyli goli. Natomiast naprawdę byłem dumny, bo dawno nie widziałem swoich zawodników grających z taką wiarą i przede wszystkim skutecznością w działaniach. Powiedziałem o tym w szatni, żebyśmy podnieśli sobie teraz poprzeczkę i będziemy jeszcze bardziej wymagający jako sztab. Ale oni też. Wierzę w to, bo to są ambitni ludzie, i wierzę, że będą jeszcze bardziej wymagający, niż do tej pory. Natomiast błędy indywidualne, może gdzieś tam te decyzje sędziowskie, z którymi w dwóch sytuacjach nie do końca się zgadzaliśmy spowodowały, że przeciwnik zagrał kontrę i strzelił gola. No i tyle, ale patrzymy na siebie. Gdybyśmy wykorzystali to, co mieliśmy, na pewno teraz byśmy się cieszyli ze zwycięstwa. Z tą czołową trójką ugraliśmy w trzech meczach dwa punkty. Takim kluczem do sukcesów w tej lidze wydaje się organizacja w defensywie, która stała tego dnia u gości na wysokim poziomie. To też musi być powód, żeby popracować więcej w ataku pozycyjnym, by tych równorzędnych rywali lepiej punktować? Bartek Kucharski przed tym meczem, o ile dobrze pamiętam, miał siedem czystych kont w czternastu czy piętnastu kolejkach, czyli mniej więcej w połowie spotkań zachowywał czyste konto. Dziś graliśmy z myślą o tym, żeby mu tego czystego konta nie zostawić – i udało się, bo Sparta straciła bramkę. Z doświadczenia wiem – i potwierdzają to piłkarskie slogany – że awanse robi się, wygrywając z zespołami z dołu tabeli, a nie tylko z tymi z czołówki. Bardzo mocno tego pilnujemy, choć żałujemy, że mieliśmy tak dużo remisów. Gdyby choć połowę z nich udało się zamienić na zwycięstwa, dziś bylibyśmy w ścisłej czołówce, wśród trzech najlepszych drużyn. Tak jak mówiłem, skupiam się na tym, co tu i teraz. Na tym, jak zespół się rozwija mimo trudności. Jestem bardzo zadowolony, że rośniemy jako drużyna. Tworzy się prawdziwy zespół, w którym nie widać tylko Skry Częstochowa z nazwy, ale przede wszystkim grupę świetnych ludzi wierzących w to, co wspólnie realizujemy ze sztabem. To przynosi efekty, punkty i zwycięstwa. Warto podkreślić postawę fair-play naszej drużyny, która poczekała i pomogła z transportem rywalowi, który miał w tym aspekcie problemy. Trenujemy po to, żeby nie brać punktów za darmo, tylko żeby je sobie wywalczyć na boisku. Budujące jest to, że mimo wszystko czekaliśmy ponad godzinę, a wyszliśmy na boisko z takim dobrym ładunkiem, chęcią wygrania meczu, i to było przynajmniej przez 45 minut widać. Niestety ucieka nam Sparta. Po cichu marzyła nam się walka o awans jeszcze w tym sezonie, ale ten cel się trochę skomplikował. Kiedy pracowałem wcześniej na poziomie trzeciej ligi, mieliśmy w pewnym momencie jedenaście punktów przewagi nad drugim zespołem. Ostatecznie awansowaliśmy, mając już tylko dwa punkty zapasu i drżąc do końca o wynik. Teraz nie skupiamy się na tym, czy czołówka ucieka, czy nie, bo liga jest bardzo wyrównana. Uważam, że wciąż nie ma wyraźnego faworyta. Chcę podkreślić, że dzisiaj zagraliśmy kapitalną pierwszą połowę, w której zdominowaliśmy obecnego lidera rozgrywek – to naprawdę budujące. Jeśli podejdziemy do kolejnych meczów z chłodną głową, z wysokimi wymaganiami wobec siebie i z zaangażowaniem na każdym treningu, to wierzę, że ponownie pokażemy świetną grę w Goczałkowicach. A jeśli utrzymamy ten poziom do końca sezonu, wtedy przyjdzie czas, by mówić o naszym miejscu w tabeli. Pytanie także o Bartka Zielińskiego, który niestety nie dokończył tego spotkania. Z pozoru blok jak każdy, ale z kosztownym skutkiem. Tak, chciałbym bardzo podziękować Bartkowi. Należało mu się to, żebyśmy ten mecz wygrali właśnie pod jego nieobecność. Ciężko pracujemy nad grą w blokach, nad tym, by nie odwracać twarzy ani ciała w takich sytuacjach. Bartek tym razem zachował się wzorowo – nie odwrócił się, dostał piłką w głowę. Wiem, że pojechał do szpitala, gdzie czeka na tomograf. Odzyskał przytomność, jest z nim kontakt, więc wszyscy jesteśmy dobrej myśli. Rozmawiali Mariusz Rajek i Kamil Bednarski

Iwan Metlushko: Jeszcze nam nikt nie uciekł

Po przegranym meczu ze Spartą Katowice, o komentarz poprosiliśmy Ivana Metlushkę, zdobywcę jedynej bramki piątkowego popołudnia dla naszej drużyny. Nasza seria została przerwana, ale Ty możesz chociaż cieszyć się z 11. ligowej bramki w tym sezonie. Nie zgodzę, że mogę się cieszyć. Nie jestem zadowolony, bo drużyna przegrała i na koniec nie mamy żadnego punktu. W pierwszej połowie jak byłbym szybszy przy pierwszym słupku, to powinienem jeszcze dołożyć jakieś trafienie. Musimy jeszcze więcej pracować nad grą ofensywną, a w defensywie być konsekwentnym od pierwszej do ostatniej minuty. Chcę wykorzystywać jeszcze więcej sytuacji, gdy mam piłkę w polu karnym. Takie porażki bolą chyba szczególnie, bo długimi fragmentami byliście naprawdę równorzędnym, a nawet lepszym rywalem dla Sparty. Gdy schodziliście na przerwę nie zapowiadało się, że to będzie porażka. Całkowicie się z tym zgadzam. W przerwie padły nawet takie słowa, że ten mecz jest do zamknięcia, bo gramy najlepszą pierwszą połowę w całej rundzie. Czujecie, że czołówka trochę ucieka? Niektórzy pewnie liczyli, że Skra włączy się do walki o awans jeszcze w tym sezonie. Tak bardzo jeszcze nam nikt nie uciekł. Wierzę w swój zespół i wiem, że w końcówce sezonu będziemy z siebie dumni. Naszym celem jest zdobywanie jak największej liczby punktów. Musimy o tej porażce szybko zapomnieć i jechać po trzy punkty do Goczałkowic. Przypomnij kibicom, którzy być może tego nie wiedzą jak trafiłeś do Polski. Przyjechałem na początku wojny w 2022 roku. Najpierw wylądowałem we Wrocławiu, gdzie nie załapałem się na testy w jednym zespole. Przez jakieś czas trenowałem ze Ślęzą Wrocław oczekując na rejestrację w Polsce. Potem była Polonia Warszawa, powrót do Ślęzy i stamtąd już do Częstochowy. Najpierw do akademii Rakowa, a teraz gram w Skrze. W której idziesz na króla strzelców III ligi. Zobaczymy, na razie podchodzę do tego bardzo spokojnie. Najważniejsze jest wygrywać każdy kolejny mecz, a jak dołożę do tego kilka bramek, to też będzie fajnie. Rozmawiał Mariusz Rajek

Przerwana seria

Sparta Katowice niestety przerwała naszą serię pięciu meczów bez porażki. O przegranej 1:2 zadecydowały indywidualne błędy w drugiej połowie. Zaplanowane na 13:30 spotkanie zostało opóźnione o godzinę z powodu awarii autobusu drużyny gości, który odmówił posłuszeństwa na wysokości Siewierza. – Dziękujemy bardzo za wyrozumiałość drużynie Skry, bo podeszli do naszych problemów bardzo ludzko. Czasami jak się coś źle rozpoczyna, to potem może się dobrze skończyć – mówił trener gości, Tomasz Wróbel. – Trenujemy po to, aby nie dostawać punktów za darmo, za walkowery czy tego typu historie, tylko po to, aby je wywalczyć na boisku – odpowiadał trener Dariusz Klacza. W pierwszej części gry nasza drużyna mogła i powinna wyjść na prowadzenie. Skra dyktowała warunki gry, najlepsze okazje stworzyli sobie Radek Gołębiowski (dwa strzały z bliska oraz w poprzeczkę) oraz Przemek Sajdak (m. in. minimalnie niecelna próba z rzutu wolnego). – Dominowaliśmy, ale zabrakło tego co najważniejsze, czyli goli – przyznawał trener Skry. Po zmianie stron nie było już niestety jak różowo. Zaczęliśmy drugą połowę w najgorszy możliwy sposób, czyli od straconej bramki, w dodatku po indywidualnym błędzie. Mateusz Mazurek mając piłkę na nodze w doskonałej sytuacji przymierzył mocno w środek nie dając najmniejszych szans Mateuszowi Górskiemu. Dziesięć minut później udało nam się odrobić straty, gdy po zamieszaniu podbramkowym po rzucie rożnym z najbliższej odległości piłkę w bramce umieścił Iwan Metlushko, dla którego było to już 11. trafienie w tym sezonie. Skrzacy chcieli grać o pełną pulę, ale po kolejnym błędzie, tym razem Górskiego, który za daleko wyszedł z bramki straciliśmy drugą bramkę. Javier Zambrano, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku nie miał problemu z umieszczeniem piłki w pustej bramce. Mimo ambitnej postawy do samego końca nie udało nam się zdobyć nawet punktu. – Jesteśmy od siebie mocno wymagający, dlatego w kolejnych meczach będziemy starali się grać jeszcze lepiej. Błędy oraz decyzje sędziego, z którymi nie do końca się zgadzaliśmy zadecydowały o porażce – podsumował Dariusz Klacza. W kolejnej serii spotkań Skra zagra na wyjeździe z LKS Goczałkowice-Zdrój. Skra Częstochowa – Sparta Katowice 1:2 (0:0) 0:1 – Mateusz Mazurek, 48 min.; 1:1 – Metlushko, 58. min.; 1:2 – Zambrano SKRA: Górski – Gołębiowski, Zieliński (18. Kucharczyk), Józefczyk – Jarek, Wojciechowski (72. Mazanek), Nocoń, Sajdak, Kołodziejczyk, Napieraj (46. Mikołajczyk) – Metlushko (63. Cieślak) SPARTA: Kucharski – Piątek, Skroch, Rogala, Zacharczenko – Mat. Mazurek (63. Strączek), Włodarczyk (67. Celej), P. Mazurek (46. Ciszewski), Kuliński – Woźniak (63. Zambrano), Musiał (46. Baranowicz) Sędziował: Krzysztof Ulatowski. Widzów: ok. 50.  Żółte kartki: Napieraj, Metlushko, Mikołajczyk Aut. Mariusz Rajek