Falstart to mało powiedziane. Nie tak chcieliśmy zacząć rundę rewanżową Betclic 3. Ligi w Gorzowie z tamtejszą Wartą. Gospodarze mocno rozpoczęli to starcie, szybko strzelili bramkę i stopniowo wywierali presję. Nasza ekipa nie znalazła sposobu, by się temu przeciwstawić. Mecz zakończył się wynikiem aż 5:0.
Miejscowi bardzo zdecydowanie rozpoczęli sobotnią konfrontację. Właściwie zaraz po pierwszym gwizdku arbitra, zameldowali się w naszym polu karnym. Raptem kilka chwil później rezultat rywalizacji otworzył Krystian Rybicki. Ofensywny gracz Warty przechytrzył jednego z naszych obrońców po tym, jak dostał prostopadłe podanie ze środka pola. Następnie ograł próbującego interweniować Bartka Warszakowskiego i wpakował piłkę do pustej bramki.
Moment później mogło być już 2:0. Przemysław Sajdak poślizgnął się w środkowej strefie placu gry na sztucznej murawie, na której przyszło obu drużynom tego dnia rywalizować. Gospodarze natychmiast przejęli piłkę i pognali z groźną kontrą, którą jednak udało nam się zatrzymać. Duża w tym zasługa naszego kapitana, Piotra Noconia, który ruszył w pościg za napędzającym się skrzydłowym Warty i zawęził mu pole do podania.
W dalszej części gry, Skrzacy starali się utrzymywać piłkę i kreować sytuacje. Udało nam się wywalczyć kilka stałych fragmentów. Po jednym z nich zakotłowało się w polu karnym rywali, jednak szczęście nie chciało nam sprzyjać. Nasi zawodnicy nie składali jednak broni. W okolicach 20 minuty na strzał z dystansu zdecydował się wspomniany już Piotr Nocoń. Piłka co prawda minęła bramkę gospodarzy, ale brawa za decyzję.
Wszystko posypało się mniej więcej w 30. minucie, kiedy to Bartłomiej Zieliński sfaulował przed polem karnym szarżującego gracza rywali. Sędzia Kamil Bzdziel nie wahał się ani chwili i od razu pokazał naszemu obrońcy czerwoną kartkę. Wówczas stało się jasne, że nasza sytuacja skomplikowała się do granic możliwości.
Gorzowianie prędko przeszli do ofensywy i wykorzystali grę w przewadze. Jeszcze przed gwizdkiem oznajmiającym koniec I połowy, sprytnym strzałem nad bramkarzem ponownie popisał się Krystian Rybicki, tym samym podwyższając na 2:0.
W przerwie trener Dariusz Klacza postawił wszystko na jedną kartę i posłał na boisko Jakuba Kosina, który około 60. minuty zagroził kąśliwym uderzeniem sprzed pola karnego, Tymoteusza Mazanka oraz Łukasza Kabaja. W drugą odsłonę weszliśmy zdecydowanie bardziej agresywnie i pewniej.
Mimo gry z jednym zawodnikiem mniej, staraliśmy się stosować obronę wysoką i chcieliśmy szybko odbierać piłkę. Oczywiście wiązało się to z ryzykiem nadziania się na kontrę. W 50. minucie po podaniu od Krystiana Rybickiego, w dogodnej sytuacji znalazł się Szymon Krocz. Na nasze szczęście, przestrzelił, posyłając piłkę po ziemi obok dłuższego słupka naszej bramki.
Kilka chwil później plan na drugą odsłonę i optycznie niezłe wejście w tę część gry zawalił się jak domek z kart. Znów we znaki naszej defensywie dał się Krystian Rybicki. Gracz Warty został sfaulowany w obrębie pola karnego. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na wapno, a „jedenastkę” na gola zamienił Dominik Siwiński. Bartek Warszakowski wyczuł strzelającego, rzucił się we właściwą stronę, jednak strzał był na tyle precyzyjny, że piłka i tak zatrzepotała w siatce.
Na 4:0 podwyższył Mateusz Kaczmarek. Warta wykorzystała nasze niezdecydowanie w obronie, wysoko przejęła piłkę i umieściła ją w naszej bramce. Na kilka chwil przed końcowym gwizdkiem, wynik meczu na 5:0 ustalił Oliwier Niklas.
Warta – Skra 5:0
Sędziował: Kamil Bzdziel.
