Wracamy na Loretę!

Na takie wieści czekaliśmy! Lubuski Związek Piłki Nożnej, który w tym sezonie prowadzi rozgrywki 3. grupy III ligi wyraził warunkową zgodę na to, aby dwa najbliższe domowe mecze Skry odbyły się na stadionie przy ulicy Loretańskiej. Mowa o najbliższym – sobotnim (15.11) starciu ze Słowianinem Wolibórz oraz kolejnym z Miedzią II Legnica (28.11, godz 18:30). Zmianie uległa też godzina meczu ze Słowianinem – pierwszy gwizdek wybrzmi o godzinie 16:00, a nie jak pierwotnie planowano 13:45. Niestety, mecze przy Loretańskiej wciąż nie mogą odbywać się z udziałem publiczności. Zainteresowanych przedstawicieli mediów chcących akredytować się na najbliższe spotkanie prosimy o kontakt mailowy pod adresem: aleksandra.kmiec@ks-skra.pl (mr)

Przemysław Sajdak: Lubię tutaj wracać.

Trafienie Przemka w ostatniej kolejce dało nam cenny punkt w Goczałkowicach-Zdroju. „Sajdi” pamięta ze Skrą smak I ligi. Zapraszamy do krótkiej rozmowy z naszym pomocnikiem. Sześć goli i trzy asysty w tym sezonie. Jesteś zadowolony czy jednak jest trochę niedosytu? Na pewno zawsze może być lepiej. Sześć bramek to dość sporo na tym etapie rozgrywek, aczkolwiek wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zawsze chciałoby się mieć ich jeszcze więcej, ale cieszę się z tego co jest, bo dochodzą jeszcze wspomniane asysty. Jestem zadowolony, ale nie popadam w samozachwyt. Trzeba pracować dalej, żeby te statystyki wyglądały jeszcze lepiej. Przychodziłeś do Skry, gdy awansowała do I ligi. Potem byłeś w momencie spadku do II i po sezonie spędzonym w Chojniczance wróciłeś, gdy jest trzecia. Bardzo duży przeskok, czy ta III liga wcale nie jest taka słaba? Ta liga na pewno nie jest słaba, bo są tu bardzo mocne drużyny. Rywalizujemy z nimi w taki sposób, aby zawsze starać się wygrać. Sportowo przeskok pomiędzy drugą a trzecia ligą na pewno jest jednak kolosalny, o I lidze to nawet nie mówię. Niemniej w III lidze drużyny też mają swój plan na mecz i na pewno nie gra się tutaj łatwo. Na pewno nie prześlizgamy się w tej lidze z dużą łatwością. Trzeba dużo pracować, aby wygrywać w III lidze, bez względu na to czy się gra z ostatnią drużyną w tabeli czy liderem. Mecze stoją na fajnym poziomie. Polubiłeś chyba już mocno Częstochowę, bo nie licząc czasu w Chojnicach, grasz w Skrze od 2021 roku. Zgadza się, to jest mój czwarty sezon w Skrze w trzeciej różnej lidze. Zawsze pozytywnie odbierałem ten klub. Przechodząc z ŁKS-u do Skry, która właśnie awansowała do I ligi dano mi tutaj szansę, której w Łodzi pewnie bym nie dostał. Jestem wdzięczny za wyciągnięcie do mnie ręki i jak widać – lubię tutaj wracać. Wracając jeszcze do poprzedniego meczu w Goczałkowicach: jak się gra przeciwko Łukaszowi Piszczkowi? Mówi się, że 66-krotny reprezentant Polski pożegnał się tym meczem z karierą zawodnicza, choć oficjalnie tego jeszcze nikt nie ogłosił. Coś się o tym mówiło, natomiast też nie usłyszeliśmy żadnych konkretów. Co do samej gry, to fajna sprawa zagrać na Łukasza Piszczka. Wielkie i cenne doświadczenie zagrać przeciwko takiemu zawodnikowi, który wielokrotnie grał w Lidze Mistrzów. Od takiego piłkarza wiele można się nauczyć, bo mimo swojego wieku nadal ma w sobie to coś. Na co stać nas w tym sezonie? Bardziej środek stawki, czy szansa powalczenia o coś więcej? Zobaczymy, skupiamy się tak naprawdę na każdym kolejnym meczu. Zobaczymy jakie miejsce da nam to na koniec sezonu. Teraz nie ma co mówić o takich rzeczach jak awans. Trzeba się przygotowywać do każdego kolejnego spotkania, ciężko pracować, a efekty mogą przyjść dopiero później. Stać nas na wiele i pokazaliśmy to w niejednym meczu. Gramy bardzo dobrze, realizujemy plan, który wcześniej sobie zakładamy. Cieszę się, że znów jestem w Skrze, bo ta gra sprawia mi wiele radości. W sobotę mecz z beniaminkiem o nieco egzotycznej nazwie. Czego spodziewacie się po Słowianinie Wolibórz? Nastawienie zawsze mamy bojowe. Przyjeżdża drużyna, która w poprzedniej kolejce wygrała walkowerem, a więc mogą być wypoczęci. W piątek będziemy mieć analizę rywala i wtedy na pewno dowiemy się o nich więcej. Tak na dobrą sprawę, to ja sam tej trzeciej ligi dopiero się uczę. Rozmawiał Mariusz Rajek

Cenny remis z drużyną Łukasza Piszczka

Wyjazdowe starcie z LKS-em Goczłkowice-Zdrój zakończyło się podziałem punktów (1:1). Gola dla naszej drużyny zdobył Przemysław Sajdak. – Momentami nasza gra wyglądała bardzo dobrze, mogliśmy nawet wygrał – mówi trener Dariusz Klacza. Początek spotkanie zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy już w 10. minucie wyszli na prowadzenie po trafieniu Nikolasa Wróblewskiego, dla którego było to piąte trafienie w sezonie. Z biegiem czasu Skra wróciła jednak do gry, stwarzając sobie nawet lepsze sytuacje bramkowe od Goczałkowic. Na siedem minut przed końcem pierwszej połowy do wyrównania doprowadził Przemysław Sajdak. – Fajnie, że odpowiedzieliśmy bramką do przerwy – przyznał szkoleniowiec. W drugiej połowie to nasza drużyna była bliżej zwycięstwa, ale zabrakło niestety skuteczności. – Martwią te niewykorzystane sytuacje, bo trochę ich było. W samej końcówce możemy mówić jednak o szczęściu, bo Goczałkowice miały okazję, aby przechylić zwycięstwo na swoją szalę. Podsumowując zdobywamy punkt na bardzo trudnym terenie – podsumował Dariusz Klacza. Szkoleniowiec Skry był zadowolony z postawy swojej drużyny na tle silnego przeciwnika. – Momentami nasza gra wyglądała bardzo dobrze. Rywale mogą pochwalić się na pewno teoretycznie lepszymi zawodnikami, z przeszłością na poziomie centralnym. Mają zdecydowanie większe doświadczenie, do tego zdolną młodzież. Momentami byliśmy w stanie z takim rywalem dominować. Mojej drużynie za ten remis należą się gratulacje – dodał trener Klacza. Niewykluczone, że był do ostatni mecz w barwach LKS-u Łukasza Piszczka, który zagrał w sobotę pełne 90 minut. – Nie ukrywam, że nas to zaskoczyło. Może to był jakiś sygnał? – zastanawia się nasz szkoleniowiec. Nieoficjalnie mówi się, że były reprezentant Polski ma objąć drużynę GKS-u Tychy. – To jest klasa sama w sobie, ich kluczowy zawodnik, z ogromnym doświadczeniem. Z naszej perspektywy cieszy nas to, że naprzeciwko Łukasza grał młody, jeszcze niedoświadczony zawodnik, był mocno zdeterminowany. Nie pozwolili rywalom na zbyt wiele, to mocno budujące – zakończył trener Skry. Za tydzień Skra zagra ze Słowianinem Wolibórz, który w tej rundzie miał wolne, ponieważ drużyna Stali Jasień zrezygnowała z wyjazdu na mecz. LKS Goczałkowice-Zdrój – Skra Częstochowa 1:1 (1:1) 1:0 – Wróblewski, 10 min.; 1:1 – Sajdak, 35. min. Mariusz Rajek

LKS Goczałkowice-Zdrój – przedstawiamy rywala

LKS Goczałkowice-Zdrój będzie kolejnym rywalem naszej drużyny w walce o III-ligowe punkty. Czego spodziewać się po drużynie dowodzonej przez Łukasza Piszczka? Mówisz Goczałkowice, myślisz Piszczek. Odkąd kilka lat temu w klub z malowniczo położonej miejscowości na południu województwa śląskiego zainwestował 66-krotny reprezentant Polski, pierwsze skojarzenie z klubem to właśnie były gracz Borussii Dortmund. Celem inwestycji w klub z rodzinnej miejscowości było to, aby utalentowana młodzież z okolicy nie musiała wyjeżdżać, a miała możliwość trenowania u siebie. Piszczek obecnie jest grającym trenerem drużyny, ale bardzo prawdopodobne, że w najbliższym czasie przeniesie się do I-ligowego GKS-u Tychy. Mecz ze Skrą ma być nawet jego oficjalnym pożegnaniem z klubem w tej formie. Prezesem klubu naszych sobotnich rywali jest ojciec zawodnika, Kazimierz Piszczek. Czeka nas ciężko przeprawa, ponieważ „Goczały” to czołówka naszej grupy III ligi. Aktualnie LKS zajmuje czwarte miejsce w tabeli z 29 punktami na koncie, przegrali zaledwie dwa mecze w sezonie. Furorę zrobiła w tym sezonie druga drużyna Goczałkowic, która doszła aż do 1/16 finału Pucharu Polski. Tam musiała uznać wyższość I-ligowej Polonii Bytom przegrywając aż 0:7. Nie licząc byłej gwiazdy reprezentacji Polski, najbardziej znanym piłkarzem rywali jest napastnik Michał Fidziukiewicz. W trwających rozgrywkach jednak rozczarowuje. W 14 meczach na listę strzelców spisał się zaledwie dwukrotnie i mamy nadzieję, że nie powiększy w sobotę swojego dorobku. Pierwszy gwizdek na obiekcie w Goczałkowicach zaplanowano na godzinę 13:00. aut. Mariusz Rajek

Dariusz Klacza: Będziemy jeszcze bardziej wymagający

Trener Dariusz Klacza skomentował piątkowe spotkanie ze Spartą Katowice, które przerwało naszą serię korzystnych wyników. Trenerze, ta porażka bardzo boli, kiedy jest ta dominacja w pierwszej połowie i naprawdę dobra gra, a po indywidualnych błędach nie ma nawet jednego punktu? Cieszę się, że ta dominacja w pierwszej połowie była widoczna. Tylko zabrakło tego, co w piłce nożnej najważniejsze, czyli goli. Natomiast naprawdę byłem dumny, bo dawno nie widziałem swoich zawodników grających z taką wiarą i przede wszystkim skutecznością w działaniach. Powiedziałem o tym w szatni, żebyśmy podnieśli sobie teraz poprzeczkę i będziemy jeszcze bardziej wymagający jako sztab. Ale oni też. Wierzę w to, bo to są ambitni ludzie, i wierzę, że będą jeszcze bardziej wymagający, niż do tej pory. Natomiast błędy indywidualne, może gdzieś tam te decyzje sędziowskie, z którymi w dwóch sytuacjach nie do końca się zgadzaliśmy spowodowały, że przeciwnik zagrał kontrę i strzelił gola. No i tyle, ale patrzymy na siebie. Gdybyśmy wykorzystali to, co mieliśmy, na pewno teraz byśmy się cieszyli ze zwycięstwa. Z tą czołową trójką ugraliśmy w trzech meczach dwa punkty. Takim kluczem do sukcesów w tej lidze wydaje się organizacja w defensywie, która stała tego dnia u gości na wysokim poziomie. To też musi być powód, żeby popracować więcej w ataku pozycyjnym, by tych równorzędnych rywali lepiej punktować? Bartek Kucharski przed tym meczem, o ile dobrze pamiętam, miał siedem czystych kont w czternastu czy piętnastu kolejkach, czyli mniej więcej w połowie spotkań zachowywał czyste konto. Dziś graliśmy z myślą o tym, żeby mu tego czystego konta nie zostawić – i udało się, bo Sparta straciła bramkę. Z doświadczenia wiem – i potwierdzają to piłkarskie slogany – że awanse robi się, wygrywając z zespołami z dołu tabeli, a nie tylko z tymi z czołówki. Bardzo mocno tego pilnujemy, choć żałujemy, że mieliśmy tak dużo remisów. Gdyby choć połowę z nich udało się zamienić na zwycięstwa, dziś bylibyśmy w ścisłej czołówce, wśród trzech najlepszych drużyn. Tak jak mówiłem, skupiam się na tym, co tu i teraz. Na tym, jak zespół się rozwija mimo trudności. Jestem bardzo zadowolony, że rośniemy jako drużyna. Tworzy się prawdziwy zespół, w którym nie widać tylko Skry Częstochowa z nazwy, ale przede wszystkim grupę świetnych ludzi wierzących w to, co wspólnie realizujemy ze sztabem. To przynosi efekty, punkty i zwycięstwa. Warto podkreślić postawę fair-play naszej drużyny, która poczekała i pomogła z transportem rywalowi, który miał w tym aspekcie problemy. Trenujemy po to, żeby nie brać punktów za darmo, tylko żeby je sobie wywalczyć na boisku. Budujące jest to, że mimo wszystko czekaliśmy ponad godzinę, a wyszliśmy na boisko z takim dobrym ładunkiem, chęcią wygrania meczu, i to było przynajmniej przez 45 minut widać. Niestety ucieka nam Sparta. Po cichu marzyła nam się walka o awans jeszcze w tym sezonie, ale ten cel się trochę skomplikował. Kiedy pracowałem wcześniej na poziomie trzeciej ligi, mieliśmy w pewnym momencie jedenaście punktów przewagi nad drugim zespołem. Ostatecznie awansowaliśmy, mając już tylko dwa punkty zapasu i drżąc do końca o wynik. Teraz nie skupiamy się na tym, czy czołówka ucieka, czy nie, bo liga jest bardzo wyrównana. Uważam, że wciąż nie ma wyraźnego faworyta. Chcę podkreślić, że dzisiaj zagraliśmy kapitalną pierwszą połowę, w której zdominowaliśmy obecnego lidera rozgrywek – to naprawdę budujące. Jeśli podejdziemy do kolejnych meczów z chłodną głową, z wysokimi wymaganiami wobec siebie i z zaangażowaniem na każdym treningu, to wierzę, że ponownie pokażemy świetną grę w Goczałkowicach. A jeśli utrzymamy ten poziom do końca sezonu, wtedy przyjdzie czas, by mówić o naszym miejscu w tabeli. Pytanie także o Bartka Zielińskiego, który niestety nie dokończył tego spotkania. Z pozoru blok jak każdy, ale z kosztownym skutkiem. Tak, chciałbym bardzo podziękować Bartkowi. Należało mu się to, żebyśmy ten mecz wygrali właśnie pod jego nieobecność. Ciężko pracujemy nad grą w blokach, nad tym, by nie odwracać twarzy ani ciała w takich sytuacjach. Bartek tym razem zachował się wzorowo – nie odwrócił się, dostał piłką w głowę. Wiem, że pojechał do szpitala, gdzie czeka na tomograf. Odzyskał przytomność, jest z nim kontakt, więc wszyscy jesteśmy dobrej myśli. Rozmawiali Mariusz Rajek i Kamil Bednarski

Iwan Metlushko: Jeszcze nam nikt nie uciekł

Po przegranym meczu ze Spartą Katowice, o komentarz poprosiliśmy Ivana Metlushkę, zdobywcę jedynej bramki piątkowego popołudnia dla naszej drużyny. Nasza seria została przerwana, ale Ty możesz chociaż cieszyć się z 11. ligowej bramki w tym sezonie. Nie zgodzę, że mogę się cieszyć. Nie jestem zadowolony, bo drużyna przegrała i na koniec nie mamy żadnego punktu. W pierwszej połowie jak byłbym szybszy przy pierwszym słupku, to powinienem jeszcze dołożyć jakieś trafienie. Musimy jeszcze więcej pracować nad grą ofensywną, a w defensywie być konsekwentnym od pierwszej do ostatniej minuty. Chcę wykorzystywać jeszcze więcej sytuacji, gdy mam piłkę w polu karnym. Takie porażki bolą chyba szczególnie, bo długimi fragmentami byliście naprawdę równorzędnym, a nawet lepszym rywalem dla Sparty. Gdy schodziliście na przerwę nie zapowiadało się, że to będzie porażka. Całkowicie się z tym zgadzam. W przerwie padły nawet takie słowa, że ten mecz jest do zamknięcia, bo gramy najlepszą pierwszą połowę w całej rundzie. Czujecie, że czołówka trochę ucieka? Niektórzy pewnie liczyli, że Skra włączy się do walki o awans jeszcze w tym sezonie. Tak bardzo jeszcze nam nikt nie uciekł. Wierzę w swój zespół i wiem, że w końcówce sezonu będziemy z siebie dumni. Naszym celem jest zdobywanie jak największej liczby punktów. Musimy o tej porażce szybko zapomnieć i jechać po trzy punkty do Goczałkowic. Przypomnij kibicom, którzy być może tego nie wiedzą jak trafiłeś do Polski. Przyjechałem na początku wojny w 2022 roku. Najpierw wylądowałem we Wrocławiu, gdzie nie załapałem się na testy w jednym zespole. Przez jakieś czas trenowałem ze Ślęzą Wrocław oczekując na rejestrację w Polsce. Potem była Polonia Warszawa, powrót do Ślęzy i stamtąd już do Częstochowy. Najpierw do akademii Rakowa, a teraz gram w Skrze. W której idziesz na króla strzelców III ligi. Zobaczymy, na razie podchodzę do tego bardzo spokojnie. Najważniejsze jest wygrywać każdy kolejny mecz, a jak dołożę do tego kilka bramek, to też będzie fajnie. Rozmawiał Mariusz Rajek

Przerwana seria

Sparta Katowice niestety przerwała naszą serię pięciu meczów bez porażki. O przegranej 1:2 zadecydowały indywidualne błędy w drugiej połowie. Zaplanowane na 13:30 spotkanie zostało opóźnione o godzinę z powodu awarii autobusu drużyny gości, który odmówił posłuszeństwa na wysokości Siewierza. – Dziękujemy bardzo za wyrozumiałość drużynie Skry, bo podeszli do naszych problemów bardzo ludzko. Czasami jak się coś źle rozpoczyna, to potem może się dobrze skończyć – mówił trener gości, Tomasz Wróbel. – Trenujemy po to, aby nie dostawać punktów za darmo, za walkowery czy tego typu historie, tylko po to, aby je wywalczyć na boisku – odpowiadał trener Dariusz Klacza. W pierwszej części gry nasza drużyna mogła i powinna wyjść na prowadzenie. Skra dyktowała warunki gry, najlepsze okazje stworzyli sobie Radek Gołębiowski (dwa strzały z bliska oraz w poprzeczkę) oraz Przemek Sajdak (m. in. minimalnie niecelna próba z rzutu wolnego). – Dominowaliśmy, ale zabrakło tego co najważniejsze, czyli goli – przyznawał trener Skry. Po zmianie stron nie było już niestety jak różowo. Zaczęliśmy drugą połowę w najgorszy możliwy sposób, czyli od straconej bramki, w dodatku po indywidualnym błędzie. Mateusz Mazurek mając piłkę na nodze w doskonałej sytuacji przymierzył mocno w środek nie dając najmniejszych szans Mateuszowi Górskiemu. Dziesięć minut później udało nam się odrobić straty, gdy po zamieszaniu podbramkowym po rzucie rożnym z najbliższej odległości piłkę w bramce umieścił Iwan Metlushko, dla którego było to już 11. trafienie w tym sezonie. Skrzacy chcieli grać o pełną pulę, ale po kolejnym błędzie, tym razem Górskiego, który za daleko wyszedł z bramki straciliśmy drugą bramkę. Javier Zambrano, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku nie miał problemu z umieszczeniem piłki w pustej bramce. Mimo ambitnej postawy do samego końca nie udało nam się zdobyć nawet punktu. – Jesteśmy od siebie mocno wymagający, dlatego w kolejnych meczach będziemy starali się grać jeszcze lepiej. Błędy oraz decyzje sędziego, z którymi nie do końca się zgadzaliśmy zadecydowały o porażce – podsumował Dariusz Klacza. W kolejnej serii spotkań Skra zagra na wyjeździe z LKS Goczałkowice-Zdrój. Skra Częstochowa – Sparta Katowice 1:2 (0:0) 0:1 – Mateusz Mazurek, 48 min.; 1:1 – Metlushko, 58. min.; 1:2 – Zambrano SKRA: Górski – Gołębiowski, Zieliński (18. Kucharczyk), Józefczyk – Jarek, Wojciechowski (72. Mazanek), Nocoń, Sajdak, Kołodziejczyk, Napieraj (46. Mikołajczyk) – Metlushko (63. Cieślak) SPARTA: Kucharski – Piątek, Skroch, Rogala, Zacharczenko – Mat. Mazurek (63. Strączek), Włodarczyk (67. Celej), P. Mazurek (46. Ciszewski), Kuliński – Woźniak (63. Zambrano), Musiał (46. Baranowicz) Sędziował: Krzysztof Ulatowski. Widzów: ok. 50.  Żółte kartki: Napieraj, Metlushko, Mikołajczyk Aut. Mariusz Rajek

Mecz „o sześć punktów” dla Skry Częstochowa. Przyjeżdża wicelider

Za nami dwa bardzo udane wyjazdy do Zabrza i Wrocławia, przed nami domowy mecz wielkiej stawki. Jutro wczesnym południem zmierzymy się ze Spartą Katowice, rewelacyjnym beniaminkiem rozgrywek Betclic III Ligi grupy trzeciej, znajdującym się aktualnie na pozycji wicelidera, czyli miejscu barażowym. Piątkowe starcie będzie okazją, by zbliżyć się do ekipy ze Śląska na cztery punkty. Nasza drużyna pozostaje niepokonana przed własną publicznością od czterech spotkań. Podopieczni trenera Dariusza Klaczy ostatni raz przy Limanowskiego 83 pechowo zremisowali ze Stalą Nysa, kiedy boiskowe wydarzenia wymknęły się spod kontroli po czerwonej kartce Zbigniewa Wojciechowskiego. Gdyby nie tamta okoliczność, moglibyśmy się poszczycić serią pięciu zwycięstw. Jednak nie ma tego złego, ponieważ progres poczyniony od przegranej w Polkowicach, pozwolił częstochowskiej Skrze w ciągu ostatnich pięciu tygodni awansować z jedenastej na piątą lokatę w tabeli. – Sądzę, że to idzie w dobrym kierunku, bo gdybyśmy sprawdzili formę naszych pięciu ostatnich kolejek, to jesteśmy na czele tabeli trzeciej ligi. Tak że ten zespół zasługuje na to, żeby nie myśleć o przeciwniku, ale myśleć o sobie, o powtarzalności, która finalnie doprowadza do tego, żeby wygrać mecz. Sparta Katowice to na pewno bardzo dobrze poukładany zespół przez trenera Tomasza Wróbla. Natomiast my też znajdziemy szansę, poprawimy swoje działania, żeby wyglądało to jeszcze lepiej niż w meczu Ślęzy Wrocław i powalczymy o kolejne trzy punkty – mówił przed tygodniem nasz szkoleniowiec. Jak już wspomnieliśmy, „Spartanie” w bieżącym sezonie po awansie z niższego szczebla poczynają sobie imponująco. Trzy tygodnie przed półmetkiem rozgrywek, katowiczanie mają na koncie zaledwie jedną porażkę, którą zanotowali w dziesiątej kolejce w Jeleniej Górze. Ich pozostałe delegacje to komplet pięciu triumfów, choć warto zauważyć, że beniaminek nie grał jeszcze na terenach zespołów od dziesiątego miejsca w górę tabeli. Obecny trener naszego jutrzejszego rywala – Tomasz Wróbel – ma w swoim CV częstochowski epizod, bo w 2017 roku był piłkarzem miejscowego Rakowa. W kadrze katowickiej Sparty znajdziemy jednak także postacie związane z naszym klubem. Taką jest przede wszystkim wychowanek „Skierki” Jakub Załucki, który w trwającej kampanii zaliczył dwa występy i raz wpisał się na listę strzelców. Nie zapominamy o Krystianie Rogali, reprezentującym nasze barwy w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Mimo, iż ze „Spartanami”, którzy w 2014 roku świętowali awans z Klasy A, a w 2023 z Klasy Okręgowej, nie przyszło nam się jeszcze mierzyć w oficjalnym meczu, drobne „przetarcie” mogliśmy mieć na początku tego roku, kiedy w jednym ze sparingów triumfowaliśmy 3:1, a do siatki trafił między innymi Piotr Nocoń. Polegać możemy również na doświadczeniu trenera Dariusza Klaczy, w ubiegłych rozgrywkach czwartej ligi niemal do samego końca toczącego rywalizację z katowiczanami o awans na poziom centralny. Tego popołudnia będzie zatem szansa na pewnego rodzaju „wyrównanie rachunków”. Mimo to, trener zwracał uwagę na inne aspekty. – Myślę, że bardziej jest chęć wygrania meczu i bycia powtarzalnym w poszczególnych fazach. Czyli to, przed czym cały czas przestrzegam swój zespół – komentował. Początek spotkania Skra Częstochowa – Sparta Katowice w piątek, 31 października o godzinie 13:30 na bocznym boisku zondacrypto Areny. Rozjemcą meczu aspirującego do miana hitu tej serii gier będzie Krzysztof Ulatowski z Bydgoszczy. Przy liniach bocznych Igor Gabrych i Piotr Tekieniewski. Zapraszamy na stadion! Dla tych kibiców, którzy nie mogą spędzić piątkowego popołudnia na stadionie przy Limanowskiego przeprowadzimy transmisję „Live” na kanale youtube.com naszego operatora – firmy Vision Analytics. Sponsorem transmisji meczu z liderem tabeli 3 ligi gr 3 jest hurtownia sprzętu sportowego FOOTBALL FACTORY, której serdecznie dziękujemy za zaangażowanie! Link do transmisji [OGLĄDAJ TUTAJ]

Dariusz Klacza: Żeby być w czubie tabeli, trzeba wygrywać przy gorszej dyspozycji dnia

Po zwycięskim spotkaniu ze Ślęzą Wrocław, głos oddaliśmy trenerowi Dariuszowi Klaczy. Trenerze, gratulacje z powodu kolejnego wyjazdowego zwycięstwa. Musimy je chyba tym bardziej docenić, że nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu? No tak, jeśli myśli się o tym, żeby być w czubie tabeli, to nawet przy gorszej dyspozycji dnia trzeba wygrywać mecze. To nam się udało. Uważam, że w drugiej połowie zdobyliśmy w pełni zasłużoną zwycięską bramkę. Myślę, że cały czas mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Gratuluję też świetnego trenerskiego nosa. Przy remisowym wyniku decyduje się Trener na nieoczywistą zmianę, bo w linii defensywy. A Oliwier Kucharczyk popisuje się kapitalną asystą przy decydującym golu. Uważam, że mamy bardzo wyrównany skład, rywalizacja na pozycjach jest cały czas. Trzeba mocno odpowiadać na to, jak w danym momencie stawia na ciebie sztab. W tym meczu Oliwier Kucharczyk wszedł z ławki rezerwowych i mógł zrobić właśnie coś takiego, podjąć taką decyzję, która dała asystę i bardzo ważnego gola, który spowodował, że wygraliśmy mecz. Myślę, że każdy zawodnik powinien reagować w podobny sposób, jak Oliwier zareagował w drugiej części meczu po wejściu z ławki. Walczyć, próbować dawać liczby, sytuacje, gole, które powodują, że finalnie wygrywamy mecz. Słowo o następnym meczu, bo gramy z rewelacyjnym beniaminkiem. Rywalizację ze Spartą Katowice wspomina Pan już z ubiegłego sezonu. Będzie taka chęć odwetu i wyrównania rachunków? Myślę, że bardziej jest chęć wygrania meczu i bycia powtarzalnym w poszczególnych fazach. Czyli to, przed czym cały czas przestrzegam swój zespół. Żebyśmy myśleli o sobie, stawali się lepszymi, doskonalili swoje fazy gry. Sądzę, że to idzie w dobrym kierunku, bo gdybyśmy sprawdzili formę naszych pięciu ostatnich kolejek, to jesteśmy na czele tabeli trzeciej ligi. Tak że ten zespół zasługuje na to, żeby nie myśleć o przeciwniku, ale myśleć o sobie, o powtarzalności, która finalnie doprowadza do tego, żeby wygrać mecz. Sparta Katowice to na pewno bardzo dobrze poukładany zespół przez trenera Wróbla. Natomiast my też znajdziemy szansę, poprawimy swoje działania, żeby wyglądało to jeszcze lepiej niż w meczu Ślęzy Wrocław i powalczymy o kolejne trzy punkty.

Gole z meczu Ślęza Wrocław – Skra Częstochowa (1 – 2)

Łatwo o punkty na obiektach Centrum Piłkarskiego w Kłokoczycach nie było. Dlatego, tym bardziej cieszą trzy „oczka” przywiezione przez nasz zespół z Wrocławia. A jak cieszyli się po celnych trafieniach zawodnicy obu drużyn możemy zobaczyć w materiale video. źródło: 1 KS Ślęza Wrocław – www.youtube.pl źródło foto: Ślęza Wrocław – www.pilkanozna.slezawroclaw.pl – autor W. Fryt galeria z meczu : Ślęza Wrocław – www.pilkanozna.slezawroclaw.pl – autor W. Fryt [zobacz]