Niestety, nasz zespół przegrał w spotkaniu 32. kolejki Betclic 3. Ligi w Katowicach z tamtejszą Spartą 0:1. Skrzacy dobrze prezentowali się w I połowie, lecz zabrakło finalizacji w postaci strzelenia bramki. W drugiej odsłonie to gospodarze wykorzystali swój moment i strzelili gola, jak się okazało, na wagę zwycięstwa. Spotkanie podsumował trener Skrzaków, Dariusz Klacza.
Mateusz Makuch, Skra Częstochowa: Chyba największy niedosyt to niespuentowanie dobrej pierwszej połowy strzeleniem bramki.
Dariusz Klacza, trener Skry Częstochowa: Powiedziałem chłopakom po meczu, że graliśmy przeciwko bardzo doświadczonym piłkarzom. Uważam, że do 20. metra byliśmy zespołem lepszym, który stwarzał sobie więcej sytuacji. Równocześnie jednak byliśmy bardzo bezpłciowi w polu karnym. Na tle takiego przeciwnika trzeba dać z siebie więcej, żeby zdobyć gola. Cieszy, że stwarzaliśmy sytuacje i mogliśmy strzelić bramkę, natomiast finalnie ich zabrakło.
Być może trener się ze mną nie zgodzi, ale odniosłem wrażenie, że stałe fragmenty gry rywali powodują duży chaos w naszych działaniach. Według mnie najbardziej było to widać w meczach z Górnikiem II Zabrze i tym w Katowicach.
Straciliśmy trochę bramek po rzutach rożnych i myślę, że to faza, w której faktycznie nie czujemy się pewnie. Można to zgonić na wiek naszego zespołu. Jesteśmy młodą drużyną z młodym bramkarzem między słupkami. To wszystko powoduje być może taki brak pewności. W mikrocyklach tygodniowych realizujemy jednak odpowiednią liczbę stałych fragmentów gry. Powinniśmy być bardziej skuteczni w tym elemencie. Mówiłem już o doświadczeniu naszego ostatniego rywala, który właśnie z tego względu czuł się w tej fazie bardzo mocny. Często tak się zdarza, że jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie w fazie ataku czy posiadania, to chcesz nadrobić stałym fragmentem gry. W sobotę rzeczywiście pojawiała się u nas nerwowość i nie czuliśmy się w tym pewnie, więc musimy sobie z tym poradzić.
W drugiej połowie obraz gry nieco się zmienił i zwłaszcza w początkowym fragmencie 10-15 minut gospodarze mieli więcej do powiedzenia, co udokumentowali bramką. Jak rozumiem, to właśnie wspomniane przez pana doświadczenie drużyny Sparty miało największy wpływ?
Przy stracie bramki popełniliśmy błąd i biorę to na siebie. To ja kazałem Piotrkowi Noconiowi szybko wznowić z autu, bo mieliśmy fajny moment, gdy przeciwnik nie wrócił do działań defensywnych. Niestety, Maciek Suski stracił piłkę i rywal rozpoczął kontrę, do której nie byliśmy przygotowani. Dlatego powtórzę, że stratę gola biorę na siebie. To moja wina, bo ja podpowiadałem, by szybko wykonać aut. Cóż, nie byliśmy w stanie skutecznie zareagować i przywieźć choćby punktu z Katowic.
Wiem, że trener jest bardzo ambitny i chciałby wygrywać wszystkie mecze. Natomiast mówili o tym trenerzy Górnika Polkowice czy Górnika II Zabrze, zwracają też na to uwagę kibice. Mianowicie, że nawet mimo przegranych meczów, Skrę Częstochowa przyjemnie się ogląda. To zespół, który chce grać w piłkę nożną. Takie opinie na pewno są budujące.
Tak jesteśmy stworzeni, że gdy ktoś chwali, to jest to miłe. Dziękuję za te słowa. Zrobiliśmy duże rzeczy pod to, żeby nasza gra podobała się kibicom. Musieliśmy się też przekonać do sposobu naszej gry, aby był on powtarzalny. Zawodnicy musieli uwierzyć w nasz pomysł, a my jako sztab w zawodników. Myślę, że poukładaliśmy te klocki. Nie znam trenera ani zespołu, który wygrywa wszystkie mecze, a my możemy jeszcze kilka straconych punktów zrzucić na to, że po prostu jesteśmy młodą drużyną. Na dodatek był to projekt tworzony bardzo szybko, w który mało osób wierzyło. To jeszcze bardziej cieszy, że mimo wszystko jesteśmy chwaleni. Nikt nas nie usprawiedliwia, że nic nie musimy, że prezentujemy na boisku szaleństwo. Nie, mamy swój styl i gramy tak dlatego, że wykonaliśmy bardzo dużą pracę.
