Krzysztof Kołaczyk: Trzy lata na diagnozę i uleczenie. Tu będzie wylęgarnia talentów (wywiad)

Krzysztof Kołaczyk to nowy prezes Fundacji Skry Częstochowa, która sprawuje pieczę nad Akademią. Były piłkarz, doświadczony piłkarski działacz i biznesmen opowiedział, jaki ma plan na swoją prezesurę w strukturach Fundacji. Przedstawił on trzypoziomową strategię, której efektem finalnym ma być silna pierwsza drużyna oparta na wychowankach klubu.

Mateusz Makuch, Skra Częstochowa: Prezesie, śmiem postawić tezę, że lubi pan wyzwania.

Krzysztof Kołaczyk, prezes Fundacji Skry Częstochowa: Nie wiem czy lubię, ale życie je przede mną stawia. Wiadomo, że zawsze lepiej wchodzić w wygodne, bezpieczne projekty. Tak się jednak ułożyło, że Raków nie był łatwym projektem, a powiedziałbym nawet, że najtrudniejszym w moim życiu do tej pory. W Wiśle Kraków też nie było z górki, czego powodem był spadek do I ligi i brak finansów. W ciągu pięciu lat zbudowaliśmy jednak bardzo silną Akademię. Dzisiaj Wisła z niej korzysta. O ile się nie mylę, w kadrze jest dziewięciu zawodników, z czego wielu z nich gra w pierwszym składzie. To samo dotyczy sztabu szkoleniowego, w którym aż sześć osób jest właśnie z Akademii. Mam tu na myśli choćby pierwszego trenera Mariusza Jopa czy drugiego, Bartka Bąka. Reasumując: tak, nie boję się wyzwań, jeśli widzę sens, by się za nie brać i jest szansa odbudowy. Wówczas jestem gotowy.

Wywołał pan temat Rakowa. Śmiało można powiedzieć, że na przestrzeni kilku ostatnich lat to jeden z najlepszych klubów piłkarskich w Polsce. Droga do tego była jednak długa, kręta i wyboista. Pan, jako ówczesny prezes Rakowa, podjął się zadania wyprowadzenia klubu na prostą. Jak wiemy, zakończony powodzeniem.

Tak, to był bardzo trudny projekt. Nie jestem w stanie nawet rozpocząć opowiadać, jak to wszystko było skomplikowane i co tam się działo. Pierwsze dwa lata były masakrycznie trudne. Bez wchodzenia w szczegóły mogę powiedzieć, że po prostu nie mieliśmy za co żyć. Każdego dnia zastanawialiśmy się, czy nazajutrz jest sens przychodzić do klubu. W kolejnych dwóch latach pozyskaliśmy sponsora. Pojawił się x-kom i to dało nam nadzieje. Spotkanie z panem Michałem Świerczewskim okazało się sukcesem. Po dwóch latach pan Michał podjął decyzję, że wchodzi mocniej do klubu i przejmuje spółkę. Od tamtego momentu Raków zaczął zmierzać w określonym kierunku. Do tego czasu jednak dalej było ciężko, ale już była wiara, że coś się z tego zbuduje. Znamy historię tego jak Raków miał się rozwijać i sportowy plan został zrealizowany w stu procentach. Określiliśmy, kiedy będziemy w Ekstraklasie i kiedy zdobędziemy mistrzostwo Polski. Jedynie o rok za długo byliśmy w II lidze, ale to się zrównoważyło tym, że rok krócej niż przewidywaliśmy spędziliśmy na zapleczu Ekstraklasy. Na pewno pod względem sportowego rozwoju klubu, to było coś nieprawdopodobnego.

Później była Wisła Kraków, gdzie był pan Dyrektorem Akademii, również z sukcesami.

Po drodze powołałem do życia Akademię Piłki Nożnej w Częstochowie, która po dwóch latach została przyłączona do Rakowa. W Rakowie spędziłem 10 lat, gdzie najpierw pracowałem nad ratowaniem klubu, a później przy jego rozwoju. Po tym okresie, przyszła pora na zarządzanie Akademią w Wiśle. Gdy odszedłem z Rakowa, Jakub Błaszczykowski zaproponował mi tę funkcję. Nie ukrywam, że bardzo się z tego cieszyłem. Poznałem nowe środowisko i ludzi. Pierwszy proces to było przeniesienie ze Stowarzyszenia do Spółki całej Akademii Wisły Kraków. Zostałem wówczas prezesem Fundacji, czyli podobnie tak jak teraz tutaj w Skrze. Muszę powiedzieć, że przez pięć lat zarządzania Akademią Wisły zrobiliśmy bardzo dużo…

Czyli co dokładnie?

Podsumowując moją pięcioletnią kadencję w Wiśle, pierwszą podstawową rzeczą jest fakt, że utrzymaliśmy wszystkie drużyny w Centralnej Lidze Juniorów – U15, U17, U19. Do tego zbudowaliśmy pion kobiecy. W ciągu trzech lat od jego powstania, zrobiliśmy trzy awanse z rzędu seniorek, które doszły do II ligi. Ponadto stworzyliśmy całą strukturę młodzieżowej piłki kobiecej. Następnie, w trzecim roku powołaliśmy do życia drugą drużynę. Nastąpiło to dopiero po trzech latach, bo przez ten czas budowaliśmy jej mocne fundamenty. Jednym z etapów było podpisanie umowy ze szkołą w Myślenicach, w której już funkcjonowała drużyna U19. Dołączył do niej zespół U17 i po dwóch latach pracy powołaliśmy do życia drugi zespół Wisły, który startował od IV ligi. Już w pierwszym sezonie zrobiliśmy awans i do dzisiaj Wisła II jest w III lidze, bazując na wychowankach Akademii. Kolejną rzeczą jest otworzenie Szkoły Mistrzostwa Sportowego – podstawówki i liceum. Ponadto mieliśmy reprezentantów Polski, którzy pojawiali się w każdym kolejnym roku.

W tym czasie przy pierwszej drużynie Wisły pojawił się hiszpański model, który miał dać Wiśle awans do Ekstraklasy. Był to ciekawy pomysł, jednak cel nie został osiągnięty. Po tych dwóch latach, Wisła zakończyła proces pozyskiwania piłkarzy z Hiszpanii i sięgnęła po zawodników z Akademii. Tak jak już wspomniałem, 9 lub 10 graczy znajdowało się w kadrze pierwszego zespołu i do tego sztab szkoleniowy. Myślę, że przez te pięć lat zrobiliśmy naprawdę dużo, a efektem jest właśnie to, kto jest w pierwszej drużynie, która wywalczyła awans do Ekstraklasy. To największa nagroda, jaka Akademia mogła dostać za te wszystkie lata pracy.

Po Wiśle bardzo dobrze odnalazł się pan w biznesie. Zresztą cały czas się pan w nim z sukcesami realizuje. Mimo to stanął pan na czele Fundacji Skry. Nie chcę, by to zabrzmiało brzydko, ale mówiąc najbardziej wprost: po co to panu?

Jeszcze półtora roku temu zarzekałem się, że po 10 latach w Rakowie i 5 w Wiśle, co by nie mówić z sukcesami, to nigdy więcej do środowiska piłkarskiego nie wejdę. Był moment, że trochę się na piłkę pogniewałem, ale miłość do piłki nożnej okazała się silniejsza. Byliśmy w kontakcie z prezesem Arturem Szymczykiem, ale ja na świeżo po zakończeniu współpracy w Krakowie, kiedy to towarzyszyły mi emocje, nie byłem zainteresowany otrzymywanymi propozycjami. Teraz się to zmieniło. Dostałem ofertę od Artura, czyli dotychczasowego prezesa Fundacji, abym przejął od niego zarządzanie tą instytucją. W tym miejscu bardzo dziękuję mu za ogromne zaufanie, jakim mnie obdarzył. Pod Fundację podlegają wyłącznie struktury młodzieżowe. Po tym półtora roku mojego odpoczynku od piłki, to mnie zainteresowało. Stara miłość nie rdzewieje. Trochę zgłodniałem. Po drugie, miałem też takie przemyślenia, że dużo dla piłki nożnej w Polsce zrobiłem, więc dlaczego mam się wycofać? Jeśli mogę pomóc młodzieży coś wprowadzić, dać im nadzieje na rozwój i spełnianie swoich marzeń, to czemu mam tego nie robić? Doszedłem do wniosku, że muszę rzucić na bok użalanie się nad sobą czy obrażanie się na piłkę, bo nie dyscyplina jest temu winna. Uważam, że doprowadziłem projekty do końca z dużym sukcesem, więc dlaczego mam jeszcze raz się tego nie podjąć. Zwłaszcza, że mówimy tu o Akademii, o młodzieży i dzieciakach pragnących spełniać swoje marzenia. Tak, jestem gotowy się temu po raz kolejny poświęcić.

Uściślijmy zatem: Fundacja Skry Częstochowa zajmuje się prowadzeniem Akademii i wszystkich grup młodzieżowych na nią się składających. Nie wszyscy kibice czy zainteresowani mogą to wiedzieć.

Dokładnie tak. Nie ukrywam, że wcześniej miałem propozycję objęcia całej Skry, łącznie z seniorami. Wszyscy zainteresowani piłką w Częstochowie wiedzą, że w ostatnich latach wokół Skry pojawiły się problemy i sytuacje trudne, które spowodowały spadek najpierw do II, a ostatnio do III ligi. Nie jest to żadna tajemnica. Mnie jako prezesa Fundacji, zajmującej się szkoleniem piłkarzy od 5. do 18. roku życia, bardzo interesuje to, co dzieje się w Stowarzyszeniu, pod które podlega pierwsza drużyna. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania Akademii, rozwoju zawodników i trenerów, bez pierwszej drużyny. To wejście do tego zespołu ma być docelowe. Mam nakreślone plany – krótko, średnio i długoterminowe. Krótkoterminowy zakłada między innymi wyjaśnienie sytuacji pierwszej drużyny. Będąc z boku, z fotela prezesa Fundacji, będę chciał popatrzeć na tematy dotyczące pierwszego zespołu. Zrobię wszystko, aby pomóc rozwiązać wszystkie kwestie z myślą o chłopcach z Akademii, dla których celem ma być awans do pierwszej drużyny.

Kontynuujmy ten wątek. Jak wygląda współpraca z prezesem Stowarzyszenia, panem Tomaszem Musiałem? Ma on niełatwy orzech do zgryzienia i zapewne niejedną nieprzespaną noc za sobą.

Tomek jest prezesem Stowarzyszenia od jesieni. Wiem co przeżywa i z jakimi trudnymi sytuacjami musi się zmagać, bo rozmawiamy często. Współpraca jest bardzo dobra, bo obaj mamy tę samą myśl i cel. Rozmawiamy i zastanawiamy się nad rozwojem oraz uleczeniem Stowarzyszenia i rozwiązaniem tego, co się z nim dzieje, a także spółką, która jest w stanie likwidacji. To niełatwe tematy, ale trzeba się z nimi zmierzyć. Na pewno nie zostawię Tomka z tym samego. Będę go wspierać i zrobię wszystko, by doprowadzić do szczęśliwego finału, jakim będzie bezpieczna, zdrowa i stabilna sytuacja pierwszej drużyny, która będzie służyła Akademii.

Wszystkich zainteresowanych najbardziej nurtuje temat pierwszego zespołu.

Na ten moment trudno mi cokolwiek więcej powiedzieć, bo jestem w klubie od nieco ponad dwóch tygodni. Przyglądałem się tej sytuacji i tylko można przyklasnąć chłopakom z pierwszej drużyny, że w tym niełatwym momencie osiągnęli taki wynik. Jak wiemy, na ten sezon jest współpraca z Rakowem. Jesteśmy w przededniu rozmów, co dalej. Liderem tych rozmów jest Tomasz. Ja, jeśli będę poproszony i będę mógł uczestniczyć w tych rozmowach, zrobię to z chęcią. Wszystko po to, by zaplanować, co dalej. Czekamy na rozmowy z Rakowem i dopiero to nam otworzy kolejne pomysły, co z pierwszą drużyną. Obecność lub nie Rakowa to dla nas podstawowa rzecz. Po tym spotkaniu będziemy wiedzieć, w którą stronę idziemy.

Jaką sytuację zastał pan w Fundacji?

Jestem w trakcie odkrywania wszystkich kart, ale wygląda na to, że Fundacja jest dość zdrowa i niemiłych niespodzianek nie ma. Pod Fundację podlega też Szkoła Mistrzostwa Sportowego Nobilito, w której mamy wielu uczniów, choć są klasy, w których jest niedobór. Widzę też, że są braki w niektórych drużynach. Część zawodników poodchodziło, szukali innego pomysłu na siebie. Dostrzegam także, że trenerzy potrzebują bodźca do dalszej pracy. Nie dziwię im się, bo trochę żyją w niewiedzy, co będzie dalej, co z pierwszą drużyną. Ostatnie 2-3 lata dla Skry nie były łatwe. Wyczuwam u nich obawę, ale wierzę głęboko, że moje przyjście da im nadzieje, że chcemy czegoś innego, że mam pomysły.

Tym bodźcem może być docelowe przejście przez wszystkie szczeble Akademii aż do I drużyny?

Tak, tylko to musi być drużyna, w której widzimy przyszłość. Nie na rok, nie na najbliższy sezon, ale pomysł obejmuje lata. Przedstawimy naszym trenerom wspomniane już plany krótko, średnio i długoterminowe, a następnie rodzicom i dzieciom. Wszyscy mają wiedzieć, że pierwsza drużyna jest w ich zasięgu. Trenerzy też chcieliby widzieć owoce swojej pracy, jakimi będą wychowankowie w pierwszym zespole. Wierzę głęboko, że mój plan zostanie szczęśliwie doprowadzony do sukcesu. Trochę wyczuwa się znużenie, niepewność, obawę, co to będzie. Widać to u trenerów, ale też i zawodników, którzy od nas odeszli. Byli to utalentowani chłopcy i to dla nas niepokojące. Trzeba ten trend odwrócić.

Nasuwa mi się na myśl, że sprawdziłby się obecny model z Wisły Kraków.

Zdecydowanie tak. Tam udało się fajnie zbudować wszystkie struktury. Jak już mówiłem, tam są szkoły SMS podstawowe i liceum, a także placówka w Myślenicach. My mamy SMS Nobilito, więc podobieństwa są. Wisła drugą drużynę ma w III lidze, my też gramy w tych rozgrywkach. Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Czy nadal będzie to III, a może IV liga, ale od czegoś trzeba zacząć. Jeśli zbudujemy fajną młodzież, poczekamy dwa czy trzy lata, to też dojdziemy do III ligi na bazie wychowanków. Chłopcy będą wiedzieć, że ta drużyna jest dla nich.

Wspomniał pan już o trzypoziomowej strategii. Jej realizacja będzie jednak niemożliwa lub bardzo utrudniona bez wsparcia ze strony biznesu.

To prawda, bez pieniędzy nic się nie zrobi. Akademia ma zabezpieczenie funkcjonowania w postaci dotacji, subwencji na uczniów w szkołach czy ze składek rodziców. Budżet się domyka, jednak na zasadzie podstawowych rzeczy. My chcąc myśleć o rozwoju Akademii, musimy mieć więcej. Potrzebujemy mocnych drużyn z dobrymi trenerskimi sztabami. Nie tylko piłkarskimi, ale też około piłkarskie, aby zadbać o zawodnika na płaszczyźnie wykształcenia czy mentalności. Dlatego do samej Akademii też trzeba zapraszać przedsiębiorców. Mam nadzieję, że po przedstawieniu im fajnego projektu dołączą do nas i będą chcieli brać w nim udział, bo będą czuli satysfakcję. Ja zrobię wszystko przejrzyście, aby każdy wiedział co tu się dzieje, gdzie zmierzamy i jaką rolę każdy z przedsiębiorców pełni. Dla mnie to podstawowa rzecz.

Po drugie, jeśli mówimy, że głową Akademii ma być pierwsza drużyna, to ona z niczego nie powstanie. Ten projekt naprawdę ma bardzo duży sens. Tym bardziej, że podchodzimy do niego zdrowo, uczciwie i transparentnie. Wierzę, że gdy ludzie to zobaczą, przekonają się, to znajdą się chętni by w nim aktywnie uczestniczyć. W krótkoterminowym okresie trzech lat mamy zamiar uleczyć i ułożyć struktury w Akademii, a także zastanowić się jak ma wyglądać byt pierwszej drużyny w tym najbliższym czasie. W kolejnych 2-3 latach powinniśmy być zainteresowani budową silnej III ligi na bazie wyłącznie wychowanków Akademii, ewentualnie z drobnymi wyjątkami. Długoterminowy plan zakłada, że pierwsza drużyna będzie bardzo mocną trampoliną dla zawodników do wyższych klas rozgrywkowych. Myślę, że po 5-6 latach jesteśmy w stanie sprawić, że będą do nas przyjeżdżali skauci z różnych klubów, bo będą wiedzieli, że Skra to wylęgarnia talentów, które przecierają się w III lidze. Wierzę, że ten plan ma rację bytu i się powiedzie. O II lidze na razie nie chcę mówić, kto wie.

Podsumowując: pierwsze 3 lata to diagnoza i ułożenie podstawowych zasad w Akademii oraz pierwszej drużynie, następne 3 lata to wejście na odpowiednie obroty, stabilizacja, a po plus minus pięciu sześciu latach powinniśmy być fajną maszyną do rozwijania talentów. Żeby też była jasność, nie mówię, że tu nic nie ma. Jest Akademia, która funkcjonuje. Ma moment lekkiej niepewności, ale dajmy sobie 2-3 lata, aby weszło to oczekiwany przez nas poziom.

Zaczęliśmy od tezy, że lubi pan wyzwania. Zakończę tezą, że udało się w Rakowie, uda się w Skrze.

I tu nareszcie mogę odpowiedzieć krótko: tak.