Jeden z najbardziej utożsamianych z naszym zespołem zawodników, Paweł Kołodziejczyk, na ten moment kończy przygodę w Skrze. „Małpka” przenosi się na zasadzie transferu definitywnego do drugiej drużyny Widzewa Łódź.
Paweł Kołodziejczyk swoją przygodę z naszym klubem rozpoczął w 2017 roku. Został pozyskany z Lotu Konopiska. Trafił do naszej Akademii i poprzez udowadnianie swoich umiejętności oraz drzemiącego w nim potencjału, szybko piął się w hierarchii, aż w końcu zadebiutował w pierwszej drużynie.
Łącznie spędził w naszym klubie 9 lat, które, jak sam przyznaje, ukształtowały go nie tylko jako piłkarza, ale również jako człowieka. Wspólnie przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil, które już na zawsze zapisały się w historii naszego klubu. Paweł tę historię współtworzył i za to serdecznie mu dziękujemy.
Teraz przed Kołodziejczykiem nowe wyzwanie, czyli gra w rezerwach Widzewa Łódź. Kto wie, być może będzie to dla niego trampolina do gry na jeszcze wyższym poziomie, czego Pawłowi serdecznie życzymy. Zachęcamy do przeczytania rozmowy z byłym już naszym zawodnikiem.
Dziewięć sezonów w barwach Skry to szmat czasu. Całą seniorską karierę spędziłeś w naszym klubie. Jakie myśli przychodzą ci do głowy, gdy się nad tym zastanowisz?
Dokładnie, 9 lat to trochę czasu, a jednak minęło jak jeden dzień. Pierwsze myśli jakie przychodzą mi do głowy, to na pewno duma, że pomimo wszystkich przeciwności i ciężkich chwil, swoją ciężką pracą doszedłem z Akademii do pierwszej drużyny. Udało mi się w niej zadomowić i być jej istotną postacią. Oprócz sukcesów sportowych, mam w głowie cały czas to, że nie tylko rozwinąłem się jako piłkarz, ale też jako człowiek. Na pewno więc te 9 lat mnie ukształtowało i bardzo się z tego cieszę.
Pamiętasz, gdy pierwszy raz pojawił się temat Skry na twojej drodze kariery? Co wówczas myślałeś, jakie miałeś odczucia?
Naturalnie, że pamiętam! Grałem wtedy w Locie Konopiska. W tamtym czasie transfer do Skry był dla mnie ogromnym skokiem w przód, bo jednak granie na wiosce, a w Akademii to jest ogromna różnica dla nastolatka, którym wtedy byłem.
Gdybyś miał podzielić swoją grę w Skrze na okresy, to jaki moment był najtrudniejszy, a jaki najlepszy?
Najtrudniejsze było wejście do pierwszego zespołu. Był to dla mnie ogromny przeskok jakościowy w treningu jak i w personaliach. Pierwsze tygodnie, a nawet miesiące, były bardzo ciężkie, bo musiałem się zaadoptować do tempa i intensywności gry. Nie było to wówczas łatwe, ponieważ wtedy Skra była w pierwszej lidze i różnica między rezerwami a pierwszą drużyną była ogromna.
A jeśli miałbyś wskazać jeden moment w aspekcie sportowym, który zapamiętasz najmilej, to co by to było?
Tutaj nie mam żadnych dylematów. Wyjście na mecz z opaską kapitańską na ramieniu przeciwko Świtowi Szczecin.
Na pewno emocjonalnie zdążyłeś związać się ze Skrą. Jaka atmosfera dotyczyła twojej decyzji o zmianie otoczenia? Było trudno czy chęć podjęcia nowych wyzwań przechyliła szalę?
Oczywiście takich decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień. Musiałem to głęboko przemyśleć, ponieważ po tylu latach w klubie nie da się tak łatwo podjąć decyzji. Rozważałem wszystkie za i przeciw, rozważyłem wszystkie plusy i minusy. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że to będzie dobre dla mnie, a także dla dalszego rozwoju.
Niegdyś w jednym z wywiadów wspomniałeś, że chciałbyś zagrać w PKO BP Ekstraklasie. Czy w przejściu do drugiej drużyny Widzewa upatrujesz swoją szansę na realizację tego założenia? Jesteś przecież wciąż młodym zawodnikiem i drzwi do dużego piłkarskiego świata stoją przed tobą otworem.
Tak, Ekstraklasa to wciąż mój cel, ale na razie jestem kawałek drogi od jego realizacji. Zapewniam jednak, że każdego dnia będę walczył i trenował, aby ten cel w najbliższych latach się ziścił. Na pewno przez głowę przeszło mi przez myśl, że właśnie rezerwy Widzewa mogą mi dać taką opcję. To wszystko jednak zależy ode mnie i od tego jak będę wyglądał. Tak jak wspomniałem, ja osobiście zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby tak się stało.
Przy tak długim stażu w jednym klubie, trudno nie przywiązać się do pracujących w tym miejscu ludzi…
Oczywiście! Ludzie to jedna z najlepszych rzeczy, które mnie w tym klubie spotkały. To dzięki nim stałem się takim człowiekiem jakim jestem. Szczególną rolę odegrali trenerzy. Trener Dziolka, który włączył mnie do pierwszej drużyny i dał mi szansę. Trener Gerega, który zaufał mi i dał szansę debiutu oraz gry w drugiej lidze. W tamtym okresie dzięki niemu i trenerowi Ocimkowi bardzo dużo się nauczyłem i rozwinąłem. Bardzo dziękuję „Olejowi” (Adam Olejnik) i „Nockowi” (Piotr Nocoń) za to, że przy wejściu do pierwszej drużyny wzięli mnie pod swoje skrzydła i mega dużo wiedzy od nich czerpałem. Nie mogę zapomnieć również o ludziach, którzy na co dzień siedzą przy biurkach i pomagali mi w każdej sprawie jakiej potrzebowałem. Ola, Gosia, Weronika – na nie zawsze mogłem liczyć. Otrzymywałem od nich pomoc, kiedykolwiek jej potrzebowałem i za to chciałem im bardzo podziękować. Dziękuję również prezesom i wszystkim ludziom, którzy każdego dnia udzielali mi wsparcia.
My również wszyscy jesteśmy ci wdzięczni za te wszystkie lata spędzone w Skrze. Chcesz jeszcze coś dodać na pożegnanie ze Skrą?
Jestem dumny, że mogłem być częścią Skry. Bardzo dziękuję za ten czas i wszystkim, których spotkałem na mojej drodze w tym klubie. Dziękuję wszystkim trenerom, zawodnikom, pracownikom klubu oraz kibicom. Życzę wszystkiego najlepszego i na pewno będę śledził dalsze zmagania Skry na każdej płaszczyźnie. Do zobaczenia na piłkarskiej drodze. Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję!

