Nasi piłkarze przegrali w Jastrzębiu-Zdroju 0:1 w meczu 24. kolejki Betclic 2. ligi. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Farid Ali. Szkoda straconych punktów, bowiem Skrzacy przez większość meczu dyktowali warunki gry i utrzymywali się przy piłce. Niestety było to za mało, by osiągnąć cel, jakim było zwycięstwo.
Mecz rozpoczynający 24. kolejkę Betclic 2. ligi jawił się jako jeden z ważniejszych. Obie drużyny jak kania dżdżu (ten wyświechtany slogan pasuje tutaj najlepiej) potrzebowały punktów, bowiem i jednym i drugim zagląda w oczy widmo degradacji. Spodziewaliśmy się zatem zaciętego pojedynku, w którym obie strony rzucą na szalę wszystko, co najlepszego mają w zanadrzu.
Od pierwszego gwizdka widać było dużą wolę walki oraz nerwowość. Obie drużyny kilka razy zagrały niedokładnie bądź wybijały piłkę, by zewrzeć szeregi przy ataku rywali. W początkowych fragmentach pierwszej połowy nieco częściej zapędzaliśmy się pod bramkę GKS-u. Już w 2. minucie spotkania wykonywaliśmy rzut rożny, natomiast cztery minuty później w pole karne wbiegł z piłką przy nodze Bruno Wacławek, który podał do Piotra Noconia. Natychmiast przy naszym kapitanie pojawiło się dwóch defensorów, którzy uniemożliwili mu oddanie strzału. To Noconiowi udało się kilkadziesiąt sekund później, jednak futbolówka przefrunęła nad poprzeczką.
Prowadzimy grę
Inicjatywa należała do zespołu prowadzonego przez Dariusza Rolaka. Skra dłużej utrzymywała się przy piłce i szukała okazji do tego, by zagrozić bramce, w której stał Grzegorz Drazik. Gospodarze próbowali się odgryźć, a najgroźniej zrobiło się w 15. minucie, gdy z linii końcowej dośrodkowali piłkę w pole karne, ale tam nie udało złożyć się do strzału żadnemu z piłkarzy w zielonych koszulkach. W 19. minucie po rzucie wolnym głową uderzył jeden z napastników z Jastrzębia, ale ten strzał nie leciał w światło bramki.
Niecałe sześćdziesiąt sekund później po stałym fragmencie gry zrobiło się groźnie po drugiej stronie boiska. Tym razem płaskiego uderzenia spróbował Jakub Niedbała, ale Drazik zdołał złapać ten strzał. W 24. minucie na lewej flance długo przy piłce utrzymał się Kamil Sobczak, po czym wrzucił ją w szesnastkę, gdzie Noconia uprzedził obrońca GKS-u.
Gospodarze otwierają wynik meczu
W 33. minucie przerwaliśmy kontratak jastrzębian faulem w związku z czym arbiter, pan Kornel Paszkiewicz podyktował rzut wolny. Z około 20 metrów uderzył Farid Ali, piłka odbiła się od poprzeczki i skozłowała prosto na głowę jednego z jego kolegów, który skierował ją do siatki. Wynikło z całej sytuacji małe zamieszanie, jednak ostatecznie bramka została uznana i musieliśmy odrabiać straty.
Chociaż prowadziliśmy grę nie wynikały z tego konkretne okazje, a tę po raz kolejny przed przerwą stworzyli sobie gospodarze. Najpierw w 43. minucie mający sporo przestrzeni po naszej lewej stronie Kacper Masiak uderzył w pełnym biegu – na szczęście niecelnie, a chwilę później kolejny atak podopiecznych Petera Struhara zakończył się kornerem, po którym arbiter zaprosił piłkarzy na kwadrans przerwy.
Cofnięty GKS
Po pierwszej połowie mogliśmy być zadowoleni z gry naszej drużyny, która stworzyła sobie więcej okazji i prezentowała lepiej od rywalki, ale wynik – a to jest w zawodowym sporcie najważniejsze, był dla nas niezadowalający. Zastanawialiśmy się zatem jak do drugiej części spotkania podejdą po wskazówkach sztabu szkoleniowego nasi piłkarze. A podeszli tak samo, jak godzinę wcześniej – zmotywowani i przepełnieni ambicją.
Zepchnęliśmy przeciwnika do defensywy, w której jastrzębianie stosowali najprostsze z możliwych środków, wybijając piłkę poza pole gry, gdy tylko pojawiało się jakiekolwiek zagrożenie. Drazik miał więcej pracy niż w pierwszej odsłonie spotkania i musiał interweniować choćby po uderzeniu Pawła Kołodziejczyka w 53. minucie, które ze względu na rykoszet mogło sprawić mu parę problemów czy strzał, do jakiego doszedł Nocoń po dośrodkowaniu Jakuba Niedbały w 59. minucie.
Gospodarze skupiali się przede wszystkim na obronie wyniku i szukali wyłącznie okazji do kontrataku. Kilkukrotnie udało im się urwać, ale nie wynikło z tego nic konkretnego. Osamotniony w okolicach środkowej linii Szymon Matysek z rzadka otrzymywał dokładnie podanie. Skrzacy byli w natarciu, niestety nic z tego nie wynikało.
Czas upływał i nie był naszym sprzymierzeńcem. W 71. minucie z dystansu uderzył Niedbała i piłka po rękach golkipera opuściła boisko. Po rzucie rożnym piłka trafiła pod nogi Kacpra Kaczorowskiego, który uderzył dystansu, ale jego strzał zatrzymali gęsto ustawieni w polu karnym obrońcy GKS-u. Chwilę później gospodarze uderzali z rzutu wolnego z około 18 metra, ale strzał Aliego po nogach piłkarzy ustawionych w murze nie sprawił problemów Kramarzowi.
Gospodarze dają o sobie znać
Im bliżej końcowego gwizdka, tym natarcia Skrzaków traciły na impecie. Za to coraz częściej do głosu dochodzili gospodarze. Z jednej strony mógł być to niepokojący sygnał, ale z drugiej można było liczyć na to, że skupieni na ofensywie jastrzębianie zagapią się, co pozwoli nam przeprowadzić atak dający wyrównujące trafienie.
Te słowa mogły okazać się prorocze. W 84. minucie jastrzębianie zwolnili przekonani, że piłka opuściła boisko, tymczasem mogliśmy ruszyć z kontratakiem. I szkoda, że Wiktor Szywacz zdecydował się przenieść ciężar gry na drugą stronę, bo nasz atak stracił rozpęd.
Niestety do końcowego gwizdka rezultat nie uległ zmianie i trzy punkty zostały w Jastrzębiu-Zdroju. Szkoda, bowiem nasi piłkarze zaprezentowali się lepiej od rywali. Brakło tego, co jest solą futbolu – skuteczności.
24. kolejka Betclic 2. ligi
GKS Jastrzębie – Skra Częstochowa 1:0 (1:0)
1:0 Farid Ali (34’)
GKS: Drazik – Baranowski, Rogala, J. Piątek – Iskra (90’+3 Flak), Fietz (90’+1 Jakuć), Kargul-Grobla, K. Piątek (61’ Madembo), Ali – Masiak (61’ Kiebzak), Matysek
Skra: Kramarz – Leśniak-Paduch, Estigarribia, Majewski – Kołodziejczyk (72’ Ławrynowicz), Guilherme, Sobczak (61’ Kaczorowski), Wacławek (88’ Owczarek), Niedbała (72’ Wireński), Nocoń – Garcia (61’ Szywacz)