Trener Dariusz Klacza skomentował piątkowe spotkanie ze Spartą Katowice, które przerwało naszą serię korzystnych wyników. Trenerze, ta porażka bardzo boli, kiedy jest ta dominacja w pierwszej połowie i naprawdę dobra gra, a po indywidualnych błędach nie ma nawet jednego punktu? Cieszę się, że ta dominacja w pierwszej połowie była widoczna. Tylko zabrakło tego, co w piłce nożnej najważniejsze, czyli goli. Natomiast naprawdę byłem dumny, bo dawno nie widziałem swoich zawodników grających z taką wiarą i przede wszystkim skutecznością w działaniach. Powiedziałem o tym w szatni, żebyśmy podnieśli sobie teraz poprzeczkę i będziemy jeszcze bardziej wymagający jako sztab. Ale oni też. Wierzę w to, bo to są ambitni ludzie, i wierzę, że będą jeszcze bardziej wymagający, niż do tej pory. Natomiast błędy indywidualne, może gdzieś tam te decyzje sędziowskie, z którymi w dwóch sytuacjach nie do końca się zgadzaliśmy spowodowały, że przeciwnik zagrał kontrę i strzelił gola. No i tyle, ale patrzymy na siebie. Gdybyśmy wykorzystali to, co mieliśmy, na pewno teraz byśmy się cieszyli ze zwycięstwa. Z tą czołową trójką ugraliśmy w trzech meczach dwa punkty. Takim kluczem do sukcesów w tej lidze wydaje się organizacja w defensywie, która stała tego dnia u gości na wysokim poziomie. To też musi być powód, żeby popracować więcej w ataku pozycyjnym, by tych równorzędnych rywali lepiej punktować? Bartek Kucharski przed tym meczem, o ile dobrze pamiętam, miał siedem czystych kont w czternastu czy piętnastu kolejkach, czyli mniej więcej w połowie spotkań zachowywał czyste konto. Dziś graliśmy z myślą o tym, żeby mu tego czystego konta nie zostawić – i udało się, bo Sparta straciła bramkę. Z doświadczenia wiem – i potwierdzają to piłkarskie slogany – że awanse robi się, wygrywając z zespołami z dołu tabeli, a nie tylko z tymi z czołówki. Bardzo mocno tego pilnujemy, choć żałujemy, że mieliśmy tak dużo remisów. Gdyby choć połowę z nich udało się zamienić na zwycięstwa, dziś bylibyśmy w ścisłej czołówce, wśród trzech najlepszych drużyn. Tak jak mówiłem, skupiam się na tym, co tu i teraz. Na tym, jak zespół się rozwija mimo trudności. Jestem bardzo zadowolony, że rośniemy jako drużyna. Tworzy się prawdziwy zespół, w którym nie widać tylko Skry Częstochowa z nazwy, ale przede wszystkim grupę świetnych ludzi wierzących w to, co wspólnie realizujemy ze sztabem. To przynosi efekty, punkty i zwycięstwa. Warto podkreślić postawę fair-play naszej drużyny, która poczekała i pomogła z transportem rywalowi, który miał w tym aspekcie problemy. Trenujemy po to, żeby nie brać punktów za darmo, tylko żeby je sobie wywalczyć na boisku. Budujące jest to, że mimo wszystko czekaliśmy ponad godzinę, a wyszliśmy na boisko z takim dobrym ładunkiem, chęcią wygrania meczu, i to było przynajmniej przez 45 minut widać. Niestety ucieka nam Sparta. Po cichu marzyła nam się walka o awans jeszcze w tym sezonie, ale ten cel się trochę skomplikował. Kiedy pracowałem wcześniej na poziomie trzeciej ligi, mieliśmy w pewnym momencie jedenaście punktów przewagi nad drugim zespołem. Ostatecznie awansowaliśmy, mając już tylko dwa punkty zapasu i drżąc do końca o wynik. Teraz nie skupiamy się na tym, czy czołówka ucieka, czy nie, bo liga jest bardzo wyrównana. Uważam, że wciąż nie ma wyraźnego faworyta. Chcę podkreślić, że dzisiaj zagraliśmy kapitalną pierwszą połowę, w której zdominowaliśmy obecnego lidera rozgrywek – to naprawdę budujące. Jeśli podejdziemy do kolejnych meczów z chłodną głową, z wysokimi wymaganiami wobec siebie i z zaangażowaniem na każdym treningu, to wierzę, że ponownie pokażemy świetną grę w Goczałkowicach. A jeśli utrzymamy ten poziom do końca sezonu, wtedy przyjdzie czas, by mówić o naszym miejscu w tabeli. Pytanie także o Bartka Zielińskiego, który niestety nie dokończył tego spotkania. Z pozoru blok jak każdy, ale z kosztownym skutkiem. Tak, chciałbym bardzo podziękować Bartkowi. Należało mu się to, żebyśmy ten mecz wygrali właśnie pod jego nieobecność. Ciężko pracujemy nad grą w blokach, nad tym, by nie odwracać twarzy ani ciała w takich sytuacjach. Bartek tym razem zachował się wzorowo – nie odwrócił się, dostał piłką w głowę. Wiem, że pojechał do szpitala, gdzie czeka na tomograf. Odzyskał przytomność, jest z nim kontakt, więc wszyscy jesteśmy dobrej myśli. Rozmawiali Mariusz Rajek i Kamil Bednarski
Tag: Dariusz Klacza
Dariusz Klacza: Żeby być w czubie tabeli, trzeba wygrywać przy gorszej dyspozycji dnia
Po zwycięskim spotkaniu ze Ślęzą Wrocław, głos oddaliśmy trenerowi Dariuszowi Klaczy. Trenerze, gratulacje z powodu kolejnego wyjazdowego zwycięstwa. Musimy je chyba tym bardziej docenić, że nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu? No tak, jeśli myśli się o tym, żeby być w czubie tabeli, to nawet przy gorszej dyspozycji dnia trzeba wygrywać mecze. To nam się udało. Uważam, że w drugiej połowie zdobyliśmy w pełni zasłużoną zwycięską bramkę. Myślę, że cały czas mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Gratuluję też świetnego trenerskiego nosa. Przy remisowym wyniku decyduje się Trener na nieoczywistą zmianę, bo w linii defensywy. A Oliwier Kucharczyk popisuje się kapitalną asystą przy decydującym golu. Uważam, że mamy bardzo wyrównany skład, rywalizacja na pozycjach jest cały czas. Trzeba mocno odpowiadać na to, jak w danym momencie stawia na ciebie sztab. W tym meczu Oliwier Kucharczyk wszedł z ławki rezerwowych i mógł zrobić właśnie coś takiego, podjąć taką decyzję, która dała asystę i bardzo ważnego gola, który spowodował, że wygraliśmy mecz. Myślę, że każdy zawodnik powinien reagować w podobny sposób, jak Oliwier zareagował w drugiej części meczu po wejściu z ławki. Walczyć, próbować dawać liczby, sytuacje, gole, które powodują, że finalnie wygrywamy mecz. Słowo o następnym meczu, bo gramy z rewelacyjnym beniaminkiem. Rywalizację ze Spartą Katowice wspomina Pan już z ubiegłego sezonu. Będzie taka chęć odwetu i wyrównania rachunków? Myślę, że bardziej jest chęć wygrania meczu i bycia powtarzalnym w poszczególnych fazach. Czyli to, przed czym cały czas przestrzegam swój zespół. Żebyśmy myśleli o sobie, stawali się lepszymi, doskonalili swoje fazy gry. Sądzę, że to idzie w dobrym kierunku, bo gdybyśmy sprawdzili formę naszych pięciu ostatnich kolejek, to jesteśmy na czele tabeli trzeciej ligi. Tak że ten zespół zasługuje na to, żeby nie myśleć o przeciwniku, ale myśleć o sobie, o powtarzalności, która finalnie doprowadza do tego, żeby wygrać mecz. Sparta Katowice to na pewno bardzo dobrze poukładany zespół przez trenera Wróbla. Natomiast my też znajdziemy szansę, poprawimy swoje działania, żeby wyglądało to jeszcze lepiej niż w meczu Ślęzy Wrocław i powalczymy o kolejne trzy punkty.
Dariusz Klacza po remisie z Polonią: Zabrakło chłodnej głowy
Po podziale punktów w starciu Skry Częstochowa z Polonią Nysa głos tradycyjnie zabrał szkoleniowiec „Skrzaków”, Dariusz Klacza. Trenerze, mecz zremisowany z kategorii tych, których nie mieliśmy za bardzo prawa zremisować. Jedna sytuacja powoduje niefortunny ciąg zdarzeń. Tak, mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Wyglądaliśmy kapitalnie w obronie wysokiej. Polonia w żaden sposób nam nie zagroziła, nawet nie dała sygnału do tego, że coś może się w tym spotkaniu zmienić. Świetne wejście w drugą połowę, strzelamy gola na 2:0. Natomiast oczekujemy od wszystkich zawodników, jak i zawodnicy oczekują od sztabu takiej chłodnej głowy w trudnych momentach. Tej chłodnej głowy zabrakło jednemu z zawodników i musieliśmy radzić sobie pół godziny w dziesiątkę, co jest na pewno trudne. Wydaje się, że w końcówce to mogło pójść w obie strony. Mieliśmy swoje zrywy. Dodatkowo emocje mocno podgrzane przez sztab zespołu Polonii Nysa. Jak ta sytuacja wyglądała z Pana perspektywy? Piłka nożna to są emocje i to jest też różny plan na mecz. Jeśli drugi trener zespołu Nysy tak ocenia zarządzanie piłkami w XXI wieku, kiedy futbol jest tak szybką grą i kiedy jest wyzywane kogoś od oszusta, dlatego że liczba piłek została zmniejszona z ośmiu do trzech, to jest to po prostu wysoce niska kultura osobista i brak kontroli nad swoimi emocjami. Stąd to się wzięło. Wiadomo, wynik też za tym szedł. Tak więc tutaj karygodne zachowanie drugiego trenera Polonii Nysa, ale to jest jego problem, nie mój. Uważam, że na tyle, ile mogliśmy, sprostaliśmy temu meczowi, natomiast chciałoby się więcej. Zgadza się Trener, że mimo wszystko większa część tego spotkania potwierdza, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby dogonić tę czołówkę i się w niej zadomowić? Myślimy o każdym następnym meczu. Dzisiaj te humory są u nas gorsze z tego względu, że naprawdę czuliśmy po tych 50 minutach, że jesteśmy w stanie ten mecz wygrać. Natomiast tak się nie stało. Teraz przed nami kolejny długi mikrocykl, bo w niedzielę gramy z rezerwami Górnika Zabrze. Na pewno będziemy na ten mecz przygotowani. Chcemy zagrać kolejny mecz z planem, pomysłem, na dużej intensywności. I wierzę, że tak będzie w Zabrzu.
Dariusz Klacza na pomeczowej konferencji: Życzyłbym drużynie takiej cierpliwości i wiary
Trener Dariusz Klacza podczas konferencji prasowej po ostatnim gwizdku w meczu Górnik Polkowice – Skra Częstochowa ocenił boiskowe wydarzenia i skomentował drugą ligową porażkę naszej drużyny w bieżącym sezonie. – Dużo by o tym meczu opowiadać. Nie mamy tyle czasu, bo trzeba wracać do domu. Niestety w złych nastrojach. Nie pamiętam takiego szalonego meczu mojego zespołu, kiedy pierwsza połowa jest taką bardzo dobrą połową, z planem, z którym przyjechaliśmy. Wszystkie rzeczy, które chcieliśmy zrobić działały. Natomiast w przerwie powiedzieliśmy, że trzeba to kontynuować z jedną zmienną w ofensywie. – Decyzje, które zaczęliśmy podejmować w drugiej połowie, były irracjonalne i napędzały przeciwnika. To spowodowało, że przegraliśmy dość sromotnie. Ale chciałbym życzyć swoim zawodnikom takich pierwszych połów, bo myślę, że to wystarczy, żeby być w górnej części tabeli. Natomiast jeśli zagramy takie drugie połowy, jak dzisiaj, to niestety będziemy musieli walczyć o utrzymanie. Życzyłbym swojej drużynie takiej cierpliwości i wiary w to, że jeśli pierwsza połowa oddaje, to trzeba ją przedłużyć i domknąć sprawę w momentach, w których takie sytuacje są.
Dariusz Klacza: Podchodzę z pełnym szacunkiem do przeciwnika
Półfinałowe spotkanie Skry Częstochowa z Czarnymi Starcza zakończyło się zwycięstwem 15:0 naszej drużyny. W kilku zdaniach wtorkowe boiskowe wydarzenia skomentował trener Dariusz Klacza, który nawiązał też do jutrzejszego ligowego meczu na terenie lidera. Trenerze, gratulujemy awansu. Dzisiaj różnica klas. Wiadomo, że jest rywal z niższego szczebla, ale zawsze jest raczej taka lekka niepewność. Nie jestem stąd i nie znam tych zespołów, które grają trochę niżej niż my. Dlatego podchodzę z pewną dozą niepewności do takich meczów, z pełnym szacunkiem do przeciwnika. I nie ukrywam, że postawiliśmy na bardzo odważny skład, bo daliśmy zagrać młodym zawodnikom, którzy nie mają minut. Natomiast cieszy to, że oni zareagowali, poszli po bramkę, szybko tę bramkę strzeliliśmy i skończyło się kolosalną przewagą. Wystąpiło kilku zawodników drugiego wyboru w meczach ligowych. Ale była też okazja do eksperymentowania. Czy wobec transferu Bartka Zielińskiego nową pozycją w drużynie dla Nikodema Kossakowskiego może być wahadło? Tak, z Nikodemem jesteśmy już po rozmowie. Nikodem Kossakowski grał wcześniej jako wahadłowy, nie w zespole Skry, ale w zespole Rakowa. I myślę, że jeśli chodzi o Szymona Jarka, to jest to wahadłowy bardzo ofensywny, natomiast Nikodem to mógłby być wahadłowy, który da nam większą stabilizację w obronie, kiedy taka będzie potrzeba. Uważam, że takiego go stworzymy. Słówko również o debiutancie. Jak ocenia trener postawę i ogólnie progres Mateusza Korzeniowskiego, który przed sezonem został włączony do kadry z zespołu rezerw? Mateusz czekał na swój debiut i myślę, że wywiązał się bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć wzorowo. Oczywiście są pewne rzeczy do poprawy. Jesteśmy ludźmi krytycznymi wobec siebie, ludźmi ambitnymi. Mateusz też taką osobą jest, ale cieszy to, że podniósł tę rywalizację i chce powalczyć w tym składzie personalnym. Widzi, że może dostać jakąś swoją szansę. Najważniejsze, że reaguje na treningach. Jest cierpliwy, żeby dostać szansę na debiut już w trzeciej lidze, a nie w meczu pucharowym. W finale zmierzymy się z Unią Rędziny. Jedynym celem musi być zwycięstwo. W każdym kolejnym meczu chcemy grać o zwycięstwo. Teraz przed nami mecz w Polkowicach. Na pewno trudny mecz, ale jedziemy tam po to, żeby zapunktować, a przede wszystkim wywieźć trzy punkty z trudnego terenu. Na Unię Rędziny przyjdzie czas. Oczywiście po to ten puchar gramy, żeby w nim wygrywać i mierzyć się już z lepiej zorganizowanymi zespołami na poziomie Śląskiego Związku Piłki Nożnej. aut. Kamil Bednarski, Natanael Brewczyński
Dariusz Klacza: Zabrakło tej skuteczności
Wczoraj w spotkaniu z GKS-em „Pniówek-74” Pawłowice zremisowaliśmy po raz piąty w tym sezonie ligowym. Boiskowe wydarzenia na gorąco skomentował nasz trener Dariusz Klacza. Trenerze, jest to kolejny z tych podziałów punktów, kiedy trzeba nas uznać za stronę przeważającą, więc musi być ten niedosyt? Tak, jest niedosyt. Natomiast spojrzałbym na to trochę szerzej. Nie licząc sytuacji z samej końcówki, w której Bartosz Warszakowski nas utrzymał, przeciwnik bardzo mocno cofnął się do obrony niskiej i my musieliśmy mieć więcej argumentów, żeby zdobyć bramkę w tym meczu. Na to, żeby przeciwnik w tych czasach grał przeciwko tobie w obronie niskiej, trzeba sobie zasłużyć. I myślę, że moi zawodnicy zasłużyli sobie tym, że kluczowe dla rywala było to, aby bramki nie stracić. Głęboko wierzę, że coraz więcej drużyn będzie grało z nami nisko, co będzie spowodowane przede wszystkim naszą siłą ofensywną. Kilka razy nie był trener zbyt zadowolony z wyborów podejmowanych przez zawodników w atakach. Szwankowała dziś przede wszystkim ta decyzyjność? Zgadza się. Nasze przejście do ataku pozytywnego powodowało to, że przeciwnik szybciej się organizował w ustawieniu 5-4-1 i wtedy musieliśmy długo utrzymywać się przy piłce i długo nią grać, żeby wejść w pole karne. Bardzo mocno zachęcałem moich piłkarzy, żebyśmy grali do przodu, co było spowodowane brakiem stuprocentowej organizacji w defensywie rywala. Kiedy to graliśmy, to myślę, że wchodziliśmy w pole karne częściej, co było kluczem do tego, aby wygrać dzisiaj mecz. Natomiast zabrakło tej skuteczności. Do tego pojedynku drużyna szykowała się trochę dłużej, niż do poprzednich. Teraz znów czekają nas dwa mecze we wtorek i w piątek. Jak zorganizowany mikrocykl pan preferuje i jak trener spogląda już na te wyzwania w Starczy i na stadionie lidera w Polkowicach? Szczerze powiedziawszy, jestem podzielony. Przede wszystkim wolałbym mieć normalny mikrocykl, kiedy mogę zrobić mocne treningi we wtorek i środę, a te mecze pucharowe troszeczkę mi to rozregulowują. Nie mogę doprowadzić do tylu zmian, żeby każdy dostał minuty i musimy później trochę kombinować. Z drugiej strony zawsze mecz to jest mecz, a nie trening i chciałoby się tych meczów grać jak najwięcej. Nadchodzi kolejny tydzień, w którym będzie to szansa dla zawodników rezerwowych, żeby zagrać mecz pucharowy we wtorek, ale nie przekreślamy tego meczu z Polkowicami. Nie patrzymy w tabelę, nie patrzymy z kim gramy, po prostu patrzymy na siebie. Chcemy być przygotowani i jechać do Polkowic z planem.
Dariusz Klacza po wygranej w Lubinie: Podnieśliśmy ten mecz
Skra Częstochowa po wielu zwrotach akcji wygrała w Lubinie 4:3 po golach Oliwiera Kucharczyka, Radosława Gołębiowskiego, Ivana Metlushki oraz Tymoteusza Mazanka. Na chłodno po piątkowych wydarzeniach na bocznym boisku KGHM Zagłębie Areny mecz skomentował nasz trener Dariusz Klacza. Trenerze, gratulacje za drugie zwycięstwo w sezonie. Jak Pan przeżył emocjonalnie to spotkanie? Mecze z Zagłębiem Lubin nie są łatwymi meczami. Tam zawsze coś się dzieje. Natomiast wytrzymaliśmy do końca i myślę, że to nas też w jakiś sposób doświadczyło. Dwukrotnie raniliśmy przeciwnika dwoma trafieniami w odstępie 1-2 minut. Niecodzienna sytuacja, ale godna podziwu. Tutaj cieszy to, że poszliśmy w pierwszej i drugiej połowie za ciosem. I ten zespół wierzył w to, że mimo straty bramki na początku, jest w stanie wygrać. Fajnie zareagowaliśmy. Również w drugiej części meczu dobrze zareagowaliśmy i podnieśliśmy ten mecz. Dlatego bardzo cieszy takie spotkanie. Dwa gole z kontrataków, dwie sztuki ze stałych fragmentów gry. I w końcu wszystkie z pola karnego, o co trener wcześniej zabiegał. Nareszcie nasza praca zaczyna się bardziej bronić, bo to są efekty pracy nad stałymi fragmentami gry. Cały zespół był w budowie i zaczynaliśmy od zera ze stałymi fragmentami gry, zresztą ze wszystkim zaczynaliśmy od zera. A ten mecz oddał to, że z pola karnego potrafiliśmy zdobyć bramki właśnie ze stałych fragmentów gry. Cieszy, że nasza wspólna praca jest coraz bardziej widoczna na boisku. Zagraliśmy też dużo faz przejścia, bo w tym meczu rywal był bardzo intensywny. Jesteśmy zadowoleni, że w takim meczu wygrywamy i przywozimy trzy punkty z bardzo trudnego terenu. Nie mógł dziś trener skorzystać ze Zbigniewa Wojciechowskiego i Borysa Dmytryszyna. Drobne choroby, które w przeciągu kilku dni z pewnością się zakończą. Więc nie są to kontuzje. Do gry wrócił natomiast Seweryn Cieślak. I wygląda na to, że Ivan Metlushko znów wrócił do strzelania zmobilizowany tym faktem. Seweryn daje coraz fajniejsze sygnały i cieszy też to, że czujący jakiś oddech na plecach Ivan świetnie reaguje, bo strzela bramkę. Natomiast Seweryn jako młody, jeszcze niedoświadczony zawodnik wszedł, wykonał małe zadania w defensywie, które otrzymał. Pomógł również w ataku. I ogółem dał bardzo dobrą zmianę. Utrzymał nas przede wszystkim przy piłce i to na pewno też wzbogaciło go o jakieś krótkie doświadczenie. Aktualnie w lidze tylko dwa zespoły mają więcej zdobytych bramek, ale również tylko dwa więcej straconych. Czy szklanka jest do połowy pusta czy do połowy pełna? A może patrzymy tylko na to, że pniemy się w górę tabeli? Patrzymy na to, żeby wygrywać mecze. To jest najbardziej istotne. O ile bilans strzelonych bramek będzie większy niż tych straconych, to jest większe prawdopodobieństwo na to, że będziemy mieli więcej wygranych meczów. Oczywiście to nie idzie w parze tak zero-jedynkowo, natomiast tak można na to obszernie spojrzeć. Jesteśmy ludźmi ambitnymi i mamy świadomość tego, że musimy poprawić pewne rzeczy w obronie. Trzy ostatnie mecze pokazały jednak, że potrafimy zagrać też na zero z tyłu lub tylko jedną straconą bramką. Natomiast teraz się zabezpieczyliśmy, strzelając cztery gole.
Dariusz Klacza po remisie z Lechią: Ten plan był skuteczny
W sobotnim meczu trener zdecydował się na dwie zmiany w wyjściowej jedenastce. Czy to miał być mały odpoczynek dla dwójki bardziej doświadczonych zawodników? Tak, mają bardzo dużo rozegranych minut. Mateusz Lusiusz komplet, nie licząc meczów pucharowych. Stąd chęć dania im odpoczynku i poszerzanie naszej kadry. Ona jest szeroka, natomiast chcemy, żeby każdy z zawodników miał odpowiednią ilość minut i podjęliśmy takie decyzje na przekór temu, że po zwycięskim meczu składu się nie zmienia. I myślę, że to były dwie dobre zmiany. Mazanek na pewno świetnie zastąpił na lewym wahadle Wojciechowskiego. No i Józefczyk też dobrze pracował, zasługiwał, żeby łapać jak najwięcej minut. Zmiana na drugą połowę była już podyktowana żółtą kartką Łukasza i sposobem gry Lechii. Nie mogliśmy sobie pozwolić grać w kolejnym meczu w dziesiątkę. Postronny obserwator mógłby mieć problem odgadnąć, która drużyna była przed tym spotkaniem liderem? No tak. Mieliśmy plan na ten mecz. Wiedzieliśmy, jak chcemy zagrać. Ten plan był skuteczny, bo zabraliśmy czas Lechii na podejmowanie decyzji w ataku i przede wszystkim dobrze wyglądaliśmy w obronie. W ofensywie również wykonywaliśmy działania, które powodowały, że Lechia Zielona Góra nie była tak intensywna, co dało nam czas na kreowanie i narzucanie swojego sposobu gry. W perspektywie tego meczu remis cieszy, bo w ostatniej akcji była ta ręka w polu karnym, którą sędzia mógł gwizdnąć, ale na szczęście nie gwizdnął. Natomiast my też mieliśmy swoje sytuacje i mogliśmy wywieźć trzy punkty. Po tym, co działo się w poprzednim meczu i po tym, co w tym starciu dołożył Paweł Kołodziejczyk, raczej nie będzie zabraniał trener oddawania strzałów z dystansu? Przede wszystkim często powtarzam, że to co robią zawodnicy w ataku, oczywiście musi być oparte na wspólnych zasadach zespołowych i modelu gry, ale biorą za swoje decyzje odpowiedzialność i nie zabijamy w nich kreatywności. Jeśli decydują się na uderzenie zza pola karnego, tak jak to w ostatnim meczu Sajdak czy Gołębiowski, a w tym meczu Kołodziejczyk, i jest to skuteczne, to w ogóle nie będę tego oceniał. Wręcz będę przybijał piątki i gratulował chłopakom. Natomiast dalej jestem mocnym orędownikiem tego, że piłka nożna dzieje się w w polu karnym i tam padają bramki, tam bramki się traci, dlatego w treningach skupiamy się przede wszystkim na tym. Teraz zaledwie dwa dni odpoczynku i już we wtorek gramy derbowy mecz z Victorią. Jak przebiegną przygotowania do tej potyczki i czy znów postanowi trener trochę rotować składem? Przede wszystkim dbamy tutaj teraz mocno o regenerację, bo to już drugi tydzień, kiedy gramy środa-sobota i przed nami trzeci, tym razem wtorek-piątek. Wracamy z dalekiej podróży z Zielonej Góry i ta regeneracja jest kluczem. Natomiast na pewno podejdziemy do meczu z Victorią Częstochowa w ten sposób, że mocno tę kadrę pozmieniamy z taką myślą, żeby dać jak najwięcej szans zawodnikom, którzy grali mniej. Ale też aby nie stracić rytmu meczowego z tymi piłkarzami, którzy grają więcej. Dlatego myślę, że będzie to ciekawe połączenie, a we wtorek chcemy podejść do tego meczu bardzo poważnie. Ja szanuję pucharowe mecze, bo wiem że to jest szansa dla graczy, którzy mają mniej minut, a muszę w perspektywie całego sezonu myśleć o tym, aby kadra była jak najszersza i żeby zawodnicy z całej kadry mieli jak najwięcej minut.
Dariusz Klacza po zwycięstwie: Każdy mecz nas przybliżał
Jutro następna odsłona ligowych emocji, ale jeszcze wracamy do ostatnich wydarzeń z udziałem naszego zespołu. Środa znów okazała się szczęśliwa. Skra Częstochowa pokonała Karkonosze Jelenia Góra, a trener Dariusz Klacza i piłkarze mógli odetchnąć po niedosycie, jakim były trzy remisy i porażka w pierwszych kolejkach rozgrywek. Trenerze, w końcu możemy pogratulować pierwszego ligowego zwycięstwo. Kamień spadł z serca? Z pewnością jest jakaś ulga. Natomiast uważam, że każdy mecz nas do tego zwycięstwa przybliżał. Czasami brakowało trochę szczęścia. To zwycięstwo dobrze smakuje, tym bardziej na zero z tyłu. Przemek Sajdak i Radek Gołębiowski chyba w pewien sposób odkuli się za poprzedni mecz i podziękowali trenerowi za zaufanie. Myślę, że każdy powinien reagować. Tutaj super, że Sajdi i Radek zareagowali, tym bardziej, że ten początek może nie był po naszej myśli. Indywidualnie mamy rzeczy do poprawy, ale czujemy już to zmęczenie, bo od dwóch tygodni gramy środa-sobota, środa-sobota i czeka nas jeszcze ten tydzień. Wracając do tematu, wiadomo, że zawodnicy ofensywni są po to, żeby strzelać bramki. Dlatego brawo dla Sajdiego, świetnie wykonany rzut wolny. No i Radek, który wziął na siebie ciężar tamtej sytuacji, uderzył zza pola karnego i wyszedł piękny strzał. Bramki rzeczywiście wyjątkowej urody, czy takie wchodzą im również na treningach? Bramka z rzutu wolnego to bramka trenowana. Sajdi z dobrze ułożoną nogą podchodzi do tego na treningach. Natomiast mamy inne przestrzenie do zdobywani goli. Bardzo chcieliśmy zdobywać je z pola karnego. Radek wziął to na siebie, ale takie bramki też się zdobywa. Przykład z zeszłego tygodnia, jak piłkarz Kluczborka doprowadził do remisu. Więc fajnie, że zawodnicy biorą to na siebie, natomiast jest to w 100 procentach tylko i wyłącznie bramka Radka, nietrenowana. Ostatnie minuty dosyć ciężkie. Nie daliśmy sobie strzelić nawet gola, ale czerwona kartka dla Piotra Noconia raczej była dość kontrowersyjna. Byłem zasłonięty przez sędziego liniowego i tutaj nie jestem jakby w stanie tego ocenić tej sytuacji. Liniowy twierdzi że na 1000 procent druga noga zahaczyła tam zawodnika Karkonoszy, stąd taka decyzja. Nie będę z tym dyskutował. Najważniejsze jest to, że wszelkie piłki w pole karne my zbijaliśmy, mocno atakowaliśmy tę pierwszą. Ćwiczyliśmy po raz kolejny obronę pola karnego, grając w dziesiątkę nawet 25 minut z przedłużonym czasem. 25 minut grając w osłabieniu zachowujemy czyste konto, to nic tylko pogratulować chłopakom i jechać z dobrym nastawieniem do Zielonej Góry.
Dariusz Klacza po zwycięstwie z Rakowem II: Pilnowałem założeń
Jakie były najważniejsze czynniki dla czterobramkowego zwycięstwa Skry nad drugim zespołem Rakowa w drugiej rundzie Pucharu Podokręgu Częstochowa? Który piłkarz naszej drużyny zasłużył na wyróżnienie? Pomeczowa ocena okiem trenera Dariusza Klaczy. Przed pierwszym gwizdkiem mówił Trener, że będzie to po prostu kolejne spotkanie. Chociaż przez większość czasu z racji wyniku atmosfera była spokojna, to na początku chyba się wdało trochę emocji? Na pewno bardzo mocno pilnowałem sobie założeń taktycznych, które trzymaliśmy na ten mecz i chcieliśmy być konsekwentni. Wiadomo, przeciwnik nie pomagał w tym wszystkim, o to w piłce nożnej chodzi. Natomiast cieszę się, że ci chłopcy zareagowali, poszli po bramkę i kontrolowaliśmy ten mecz we wszystkich fazach. Mecz pucharowy w środku tygodnia był okazją do kilku zmian w jedenastce. Wydaje się, że zawodnicy, którzy wcześniej grali trochę mniej, zdali egzamin i wysłali sygnał, że kadra jest w miarę szeroka i równa? To duża szansa dla tych młodych chłopaków, że oni mogą wyjść w takim środowisku, jak w zespole trzecioligowym. Bardzo przestrzegałem przed tym meczem, że oni są na takiej mocnej chwiejnej. I mogą albo się zakopać, albo dać impuls. Wielu z tych zawodników dało taki sygnał trenerowi. Na przykład świetny moim zdaniem występ Seweryna Cieślaka, bardzo ambitnego chłopaka, który zasługuje na wyróżnienie. Niewątpliwie ważne, aby teraz przełożyć to wszystko na ligę. Co było takim kluczem do tak wysokiego zwycięstwa z Rakowem, na czym musimy budować ten optymizm na przyszłość? Przede wszystkim ta intensywność, którą dysponowaliśmy w obronie wysokiej i to, jak chcieliśmy zamykać piłkę, powodowało że zabieraliśmy czas Rakowowi. Zbieraliśmy piłki i mogliśmy rozpoczynać atak. To był początek drogi do strzelania bramek. I też konkretne sytuacje, które mieliśmy w polu karnym doprowadziły do tego, że tyle tych bramek zdobywamy.
