Piszą i mówią o Skrze
I Zespół | 27 stycznia 2019

Awns do II ligi to wyzwanie sportowe, ale i promocja. Od czasu gdy Skra trafiła na centralny szczebel rozgrywek zainteresowanie naszym klubem wzrosło niewspółmiernie do skali awansu z III do II ligi. Ostatnio o naszym klubie napisał portal PZPN  "Łączy nas Piłka". W tekście "Siedem meczów bez straconej bramki", pochwały zbiera Łukasz Krzczuk i defensywa Skry. 

- Krzczuk okazał się jednym z objawień końcówki rundy jesiennej w drugiej lidze. Mimo, że nie był już młodzieżowcem, a Skra w swoich szeregach ma przecież młodzieżowego bramkarza reprezentacji Polski, Mikołaja Biegańskiego, to 21-latek z Tychów w drugiej części zmagań zajął miejsce między słupkami. W pierwszych meczach był zaledwie rezerwowym w ekipie beniaminka. – Na pewno to była bardzo udana dla mnie runda. Im więcej meczów na zero, tym większa pewność siebie. A wiadomo, że między słupkami ta pewność siebie tym bardziej jest potrzebna. Gra się w dużej mierze głową. Ale poprzeczka idzie w górę, każdy kolejny mecz był trudniejszy do rozegrania – mówi Krzczuk, dla którego obecny wynik bez puszczonej bramki nie jest nawet rekordowy. Lepszą serią zaimponował w ubiegłym sezonie, jeszcze na szczeblu trzeciej ligi - pisze Łączy nas Piłka.

W drugiej lidze w obecnym sezonie najbliżej do wyniku Krzczuka zbliżył się Paweł Lenarcik z PGE GKS Bełchatów, który może się pochwalić wynikiem 588 minut bez puszczonej bramki.  – Mój wynik to zasługa całej drużyny. Pracujemy cały czas nad defensywą. To jest nasz atut, że nie tracimy bramek, ale to nie przychodzi samo. Praca na treningach, w trakcie analizy meczów, zwracamy uwagę na nasze błędy. Na każdym treningu powtarzamy schematy tysiące razy, czasem do znudzenia. Jak się przesunąć, jak się poruszać, ustawiać. To praca zespołu i całego sztabu – przyznaje młody bramkarz, który dodaje, że końcówce rundy jesiennej największym problemem była dla niego koncentracja. – Przy takiej serii należało przede wszystkim zachować zimną głowę – zaznacza.

Portal PZPN przypomina, że Łukasz jest formalnie graczem GKS Tychy, wypożyczonym do Częstochowy. Jego okres wypożyczenia mija latem, chociaż po rundzie jesiennej wydawało się, że trener Ryszard Tarasiewicz już teraz będzie chciał go mieć w swojej drużynie. Krzczuk w grudniu zagrał w sparingu w drużynie pierwszoligowca, ale teraz rozpoczął przygotowania z drugoligowcem.

- Wystąpiłem 45 minut w meczu z czeskim Frýdek-Místek. Bramki nie puściłem, wypadłem pozytywnie. Zobaczymy co będzie dalej, oglądam w miarę możliwości drużynę GKS-u na treningach czy w meczach. Zachowuję chłodną głowę, skupiam się na rozwoju, bo dla mnie jest najważniejsze bym grał. Mam kontakt z trenerami z Tychów, przede wszystkim z trenerem bramkarzy, Tomaszem Rogalą, ale teraz przygotowuję się do rundy rewanżowej w Częstochowie – mówi 21-latek, który podkreśla. – Jeżeli tylko GKS mnie wezwie, to jestem gotowy - deklaruje.

Dziennikarz portalu PZPN podkreśla także dobrą postawę Skry w rundzie jesiennej: - Skra była jednym z zaskoczeń rundy jesiennej w drugiej lidze. Po słabiutkim początku, w drugiej części rozgrywek beniaminek się przebudził, w siedmiu ostatnich meczach notując serię pięciu zwycięstw i dwóch remisów. Ze strefy spadkowej częstochowianie awansowali na dziewiąte miejsce. Ogromna w tym zasługa właśnie naszego bohatera. – Motto trenera to wygrać spotkanie, a wiadomo, że jak nie stracimy bramki to go nie przegramy – mówi enigmatycznie Krzczuk, który wiosną chciałby kontynuować swoją serię.

- Nie patrzę kto z bramkarzy może się pochwalić jakimś rekordem, ale na pewno chciałbym zaliczać kolejne mecze bez straconej bramki, bo będzie to na korzyść drużyny. To jest moje marzenie. Ale priorytetem jest gra w każdym meczu i punktowanie – kończy.