Piotr Wierzbicki: Przed nami wiele pracy i zmian
I Zespół | 21 grudnia 2018

Cierpliwość i konsekwencja, one  okazały się naszą silną bronią na boisku, tutaj słowa uznania dla Pawła Ściebury, młodego trenera, którym nam pokazał czym są właśnie cierpliwość i konsekwencja i trzymanie się własnej wizji - mówi wiceprezes Skry Piotr Wierzbicki.

To był rok pełen sukcesów, ale też rok wyzwań. Tym bardziej, że awans Skry przypadł w sezonie wyjątkowym – bardzo krótka przerwa letnia, 21 kolejek jesienią. To było duże wyzwanie?

- Rzeczywiście, czasu było mało, a proces licencyjny, który musieliśmy przejść po awansie był jednak znacznie trudniejszy niż w III lidze. Było więc poprawianie infrastruktury, do tego budowanie drużyny . Co do tego długiego grania to patrząc na ostatnie wyniki właściwie moglibyśmy grać dalej. Zamykamy jednak ten rok z dobrym wynikiem sportowy, dobrym organizacyjnym  i nieco gorszym finansowym, ale uczymy się tej II ligi cały czas i jakieś koszty tego trzeba ponieść.

Skra „zrobiła” ten wynik właściwie swoimi zawodnikami, kadra została uzupełniona, ale te zmiany były niewielkie.

- Fakt, że wielkich zmian nie było, po tych sześciu porażkach sięgnęliśmy po pewne wzmocnienia, ale z różnych względów okazało się, że ci zawodnicy do tej pory za wiele nie pograli. Nie znaczy to jednak, że byli niepotrzebni, wręcz przeciwnie, na wynik pracuje cała drużyna i to nie tylko na meczach, ale i podczas treningów. Jak będzie dalej? Myślę, że ten system się sprawdza, pytanie czy znajdzie się tylu zawodników miejscowych, żeby budować zespół na dłuższy czas. Z drugiej strony Częstochowa jest na tyle dużym miastem, że chyba stać nas, żeby w oparciu o graczy tutejszych utrzymać II ligę.

Jeśli możemy mówić o słabszych stronach tego co się wydarzyło w tym roku to chyba jest to brak w II ligowej kadrze młodzieżowców ze Skry. Oczywiście jest Mikołaj Biegański, jest mnóstwo młodzieży, ale ci nasi 18-20 latkowie stracili dystans do pierwszej drużyny

- Rzeczywiście to jest sprawa o której dużo z Tomaszem Musiałem, wiceprezesem do sprawa szkolenia rozmawialiśmy. Na dziś wnioski są takie, że nie szkolimy jeszcze młodzieży tak jakbyśmy sobie życzyli. W tej chwili nasi wychowankowie, jak Dominik Marek czy Mateusz Piątkowski, osiągają pułap IV ligi, tam sobie dobrze radzą, ale to jednak dwie klasy niżej niż nasze potrzeby. Tworzenie systemu szkolenia to jednak proces długotrwały,  trzeba się wiele uczyć i wiele pracować.

Oczywiście postęp jest, bo mamy grupę graczy, którzy czekają na swoją szansę jak choćby Kacper Wierus czy Sebastian Rogala - czy ją dostaną i wykorzystają to się dopiero okaże. Wszystko przed nimi.

Nie da się ukryć, że II liga kosztuje, sama organizacja meczu to już znaczne wyzwanie.

- W II lidze pewne koszty pokrywa nam PZPN  - chodzi o sędziów czy obserwatorów. Z jednej strony jest więc lepiej, ale z drugiej gorzej, mówię głównie o transporcie – dalekie wyjazdy, noclegi to w porównaniu do III ligi spory przeskok. Powiedzmy, że w III lidze mieliśmy jeden wyjazd dwudniowy, tutaj było ich sześć, więc to kumuluje największe koszty. No i sami zawodnicy, przy tym wysiłku jaki wkładają, przy tym obciążeniu czasowym gdy mają zajęte całe weekendy też chcieliby trochę więcej zarabiać. Nie jest to jednak w tej chwili możliwie. We wrześniu obiecano nam dodatkowe środki z budżetu miasta, wiemy jednak, że tych pieniędzy nie będzie, więc skończymy rok finansowy na debecie. Musimy zrobić wszystko, aby przez ten okres przerwy w rozgrywkach tak to wszystko poskładać, aby wyjść na prostą.

Przybyło nam też trochę kibiców. Daleko jeszcze może do tego by było się czym  chwalić jeśli chodzi o ilość widzów, ale za to możemy mówić o ich jakości.

- No, tak widać, że ożywiło się na trybunach na tym zaciszu przy Loretańskiej, kibice przyjezdni też zwykle robią fajną atmosferę i ten stadion powoli zaczyna żyć. Zainteresowania rośnie, na ostatnich meczach było znacznie więcej tzw. VIP-ów, rywale są jednak atrakcyjni. Warto tu podkreśli, że my jesteśmy w II lidze wyjątkiem, obok Rozwoju Katowice , rywalizujemy z wizytówkami miasta – Widzew, Siarka, Resovia, Elana, Radomiak to są pierwsze kluby w swoich miastach. Nie trzeba tłumaczyć co to znaczy. My będąc tym drugim klubem w Częstochowie rywalizujemy z klubami bardzo silnymi.

Dlatego, jeśli mowa o kibicach, to w Częstochowie oni muszą się dzielić i wybierać: mają atrakcyjne mecze Rakowa w I lidze, ciekawe w II lidze, ale wiadomo, że co tydzień się na mecz trudno wybrać. Wiemy, że sporo pracy przed nami, ale wciąż trzeba pamiętać, że nas przez prawie 20 lat nie było na mapie „kibicowskiej” i to wszystko się dopiero rodzi od nowa. Mam nadzieję, że doczekamy się większej i stałej grupy widzów. Taka 700-osobowa widownia byłaby moim marzeniem. Nad tym trzeba jednak pracować.

Jak jest lekcja z tego roku? Nasuwa się słowo cierpliwość?

- Tak, cierpliwość i konsekwencja. One  okazały się naszą silną bronią na boisku, tutaj słowa uznania dla Pawła Ściebury, młodego trenera, którym nam pokazał czym są cierpliwość i konsekwencja i trzymanie się własnej wizji. Głównie dzięki temu osiągnął sukces jako bardzo młody szkoleniowiec, do tego debiutujący na takim szczeblu. Nie zawsze i wszędzie da się jednak to zrobić, prowadzenie klubu to jednak szereg składowych. My od jedenastu lat działamy i wszystkiego się uczymy szczebel po szczeblu. Przekonaliśmy się przez te kilka miesięcy, że na tym poziomie musimy działać jednak nieco inaczej niż dotychczas. Już wiemy, że nie da się tego pogodzić z pracą zawodową, firmą jedną i drugą.

Chcąc się utrzymać dłużej na szczeblu II ligi musimy myśleć nie tylko o stronie sportowej, ale trzeba się także przeorganizować, inaczej to poukładać. Cel jest taki, żeby utrzymać się w II lidze, a przez to pół roku dokonać zmian organizacyjnych, które sprawią, że w następny sezon wejdziemy już jako bardziej profesjonalny klub.

Wynik sportowy  na pewno pociągnął za sobą sukces medialny, wzrosło też chyba zainteresowanie klubem?

- Na pewno po tych pierwszych meczach gdy dostawaliśmy po głowie, potem w mediach nas chwalono. Nawet tym lepiej i więcej o nas pisano. Dodam też, że zabraliśmy sporo pochwał za organizację meczów w II lidze. Rzeczywiście jesteśmy też bardziej zauważani, dzieci się jeszcze mocniej garną do klubu i zmierzamy do momentu gdy będzie musieli dokonywać selekcji wybierając tych zdolniejszych. To się już w Rakowie dzieje i my też pójdziemy w tym kierunku.

Myślę, że to co się stało to i dla miasta jest spora reklama, przypomnę, że jesteśmy w piątce polskich miast, które mają przynajmniej dwa klubu na szczeblu centralnym. Tego mogą nam pozazdrościć w wielu większych i bogatszych ośrodkach. Fajnie by było gdyby zostało to docenione.