Prezes Artur Szymczyk: Jestem rozczarowany, nawet bardzo
I Zespół | 3 września 2018

Po ośmiu kolejkach można powiedzieć, że żarty się skończyły, muszą się pojawić jakieś mocniejsze ruchy w szatni, a być może ogólnie w klubie – mówi Artur Szymczyk, prezes naszego klubu.

Po meczu ze Zniczem nasuwają się dwa pytania, dlaczego Skra zagrała odważnie tylko w drugiej połowie i skąd ta bojaźń na początku?

- To nie pierwszy nasz mecz na wyjeździe, w którym wychodzimy na boisko i gramy bojaźliwie. Głowy mamy spuszczone, oddajemy pole. Tak brutalnie, po męsku trzeba by było zapytać, czy wszyscy nasi zawodnicy, którzy wybiegają na zieloną murawę mają pewną część ciała. Nie będę nic dodawał, wiadomo chyba o co chodzi… Jestem rozczarowany postawą drużyny, nawet bardzo.

Ale na podstawie tego, co zespół pokazał w drugiej połowie można chyba budować jakiś optymizm…

- Nutka optymizmu pojawiła się już przed tygodniem, kiedy w meczu z Rozwojem zdobyliśmy trzy punkty. W przegranych meczach takich optymistycznych momentów było więcej, ale zabrakło efektów w postaci punktów. Mamy na koncie tylko trzy. Po ośmiu kolejkach można powiedzieć, że żarty się skończyły, muszą się pojawić jakieś mocniejsze ruchy w szatni, a być może ogólnie w klubie. Czuję, że czeka nas ciekawa jesień, a jeszcze ciekawsza przerwa między rundami.

Jeżeli mówi prezes o zmianach w kadrze to już do takich dochodzi. W ostatnim dniu okienka transferowego zakontraktowaliście nowych  zawodników…

- To świadczy o tym, że nie składamy broni. Martwi nas to, że nie udało się pozyskać napastnika, o którego się staraliśmy. Z drugiej strony jesteśmy zadowoleni, że doszło do transferów zawodników z linii defensywnej, co do której postawy mieliśmy największe uwagi.

Nie da się ukryć, że Skra źle weszła w sezon, bilans siedem porażek i jedno zwycięstwo mówi za siebie. Z drugiej strony do rozegrania jest jeszcze 26 meczów, a do zdobycia 78 punktów i wszystko może się jeszcze zdarzyć.

- Zgadza się. My cały czas wierzymy w to, że się utrzymamy, ale wiemy też, że potrzebne będą do tego konkretne decyzje. Wyniki pokazuję, że wystartowaliśmy fatalnie. Okazało się, że w naszej grupie III ligi wcale nie byliśmy tak silnym zespołem jak wszyscy mówili. Boisko zweryfikowało nasze możliwości.

W najbliższą sobotę drugi mecz na „Lorecie”, tym razem ze Stalą Stalowa Wola. Może to będzie ten moment, od którego w II lidze rozpoczną się lepsze czasy dla Skry?

- Chcielibyśmy, ale aby tak się stało, trener i drużyna muszą zrozumieć, że na boisko trzeba wychodzić z podniesionym czołem. Jeżeli nie to, jeszcze długo zostaniemy na ostatnim miejscu, co nie będzie wróżyło nic dobrego. Myślę, że na dziś większa wiara i optymizm jest zarządzie, pracownikach i kibicach niż w samych zawodnikach. To mnie najbardziej boli, ale wierzę, że to się zmieni.

Wiadomo, że przegrywa cały zespół, ale trudno powiedzieć, że w meczu ze Zniczem zawiedli wszyscy zawodnicy. Jedni grali lepiej, inni gorzej, walczył, pokazał swoje możliwości najmłodszy obok Mikołaja Biegańskiego Maciej Buławski, który dodatkowo zdobył pięknego gola.

- To był numer jeden w naszej drużynie w tym meczu. Maciej rozegrał bardzo dobre zawody. Może wszyscy walczyli, ale u niego to było najbardziej widoczne. A bramka, którą strzelił to stadiony świata. Myślę, że powołanie do kadry dodało mu skrzydeł. Tych skrzydeł brakuje wielu naszym zawodnikom.