Jak unieść ciężar czterech porażek?
I Zespół | 13 sierpnia 2018

Po czterech porażkach odzyskanie wiary w siebie i pozytywnej energii nie jest łatwe, a właśnie to wydaje się dzisiaj najważniejszym zadaniem dla naszych piłkarzy.

Pierwsze pół godziny meczu w Bełchatowie pozwalało wierzyć, że kryzys w Skrze został opanowany. Na boisku widzieliśmy inny zespół niż ten, który wysoko przegrał w Chorzowie, Skra przede wszystkim nie oddała środka pola, ale także znacznie dłużej niż w poprzednich spotkaniach utrzymywała się przy piłce. Nasz zespół miał też dwie doskonałe sytuacje do zdobycia bramki, tu jednak ujawniła się jeszcze ta „drugoligowa słabość” Skry, bo przecież w poprzednim sezonie taką sytuację jak ta z dziesiątej minuty meczu z GKS Dawid Niedbała wykorzystałby „z zamkniętymi oczami”, tu zabrakło mu spokoju i podjął złą decyzję. Potem mieliśmy jeszcze strzał w słupek bardzo aktywnego Michała Kiecy i wydawało się, że jeśli ktoś może zdobyć gola to tylko Skra, bo GKS przez pół godziny nie oddał strzału na naszą bramkę.

Niestety, wystarczyło tylko jedno uderzenie i cały plan Skry się posypał, świadomość, że znów możemy przegrać mecz odebrała drużynie Pawła Ściebury połowę wartości. Konsekwencją była dwa banalne błędy i jak to się często mówi gole „z niczego”.

    Patrząc dziś na grę Skry można chyba powiedzieć, że wreszcie udało się znaleźć bliskie optymalnemu zestawienia zespołu (na co nie było czasu latem, bo drużyna rozegrała właściwie tylko jeden sparing) i udało się wkomponować w drużynę część nowych piłkarzy. Problem pozostają indywidualne błędy i chwile słabości, przytrafiające się w każdym meczu któremuś z graczy, które w kilka sekund niweczą pracę całego zespołu.

Najtrudniejszym zadaniem może być jednak nie wyeliminowanie błędów, a mentalna odbudowa zespołu, bo nasi piłkarze byli po meczu w Bełchatowie mocno przybici: zwieszone głowy, cisza w szatni, niechęć do rozmów. Wszyscy bardzo mocno przeżywali porażkę, a na słowa pocieszenia reagowali machnięciem ręki. Takie reakcje nie dziwią, bo Skra to zespół złożony z zawodników ambitnych, nie ma tu mowy o postawie typu „nic się nie stało”. Ty razem jednak, patrząc na reakcję zespołu chciałoby się właśnie powiedzieć „panowie, nic się nie stało”. Bo tylko „oczyszczając głowy” i skupiając się na kolejnym zadaniu skrzacy będą w stanie zaprezentować się lepiej w następnych meczach.  

Przecież patrząc na zerowy dorobek Skry trzeba ciągle pamiętać, że nasz zespół ma za sobą cztery mecze wyjazdowe, że grał z silnymi rywalami. Nie zapominajmy też, że na koniec jesiennej rundy Skra zagra kolejne sześć meczów u siebie, że przed nią dopiero mecze z zespołami, które nie marzą – tak jak Łęczna czy Bełchatów  - o awansie, ale cieszyć się będą z utrzymania.

Tu jednak znów wraca problem psychiki – seryjne porażki podcinają skrzydła, a ostatnie miejsce w tabeli odbiera pewność siebie. Hasło „głowy do góry” wydaje się więc jak najbardziej na miejscu!  

Zobacz również: