Jakub Dziółka: To była bardzo trudna decyzja
I Zespół | 14 stycznia 2018

Nie mam żadnych wątpliwości, że Skra sobie poradzi i nie są to frazesy czy puste słowa. Klub jest dobrze zorganizowany, a z drużyną pracują Paweł i Jacek, którzy wiedzą co mają robić – mówi Jakub Dziółka w rozmowie po odejściu ze Skry.

W klubie wszyscy rozumieją Twoją decyzję, bo w sporcie trzeba iść do przodu, ale trochę żal, chociażby nigdy nie przekonamy się czy Jakub Dziółka doprowadziłby Skrę do II ligi…

- To była dla mnie bardzo trudna decyzja, ale proszę pamiętać, że propozycję złożył mi klub w którym się wychowałem i zaczynałem grać w piłkę. Ostatnio moje życie toczyło się wokół Skry, ale spora część mojej rodziny to kibice GKS-u i to tacy na dobre i złe, na spotkaniach rodzinnych często o się rozmawia o klubie z Katowice. To był bardzo ważny argument. Poza tym przyznam, że czasu na podjęcie decyzji miałem niewiele, to była kwestia godzin i …dobrze. Nie było kiedy rozmyślać, jakby tego czasu było więcej to pojawiłyby się wątpliwości, różne za i przeciw.

Trener, który chce się rozwijać, uczyć, a ja takim jestem, nie może jednak bać się wyzwań. Widzę już po tych dwóch dniach pobytu w GKS-ie, że piłka na poziomie centralnym jednak znacznie różni się od III ligi, są to po prostu zupełnie inne środki i możliwości. Trener Jacek Paszulewicz, nie jest ode mnie wiele starszy, ale ma już bogate doświadczenie na szczeblu centralnym i będzie się od kogo uczyć. Mam nadzieję, że pobyt w GKS sprawie, że będę lepszym trenerem.

GKS to trudne miejsce do pracy, bo oczekiwania są wielkie, a wyników do lat nie ma. Nie będziesz miał łatwo.

- Tak, ale ja to znam. Trenowałem tam wiele lat, grałem może niezbyt długo w I lidze, bo uraz utrudnił mi dłuższe występy na tym poziomie. Choć to było dawno to jednak znam to dobrze. Wiadomo, że na takim poziomie presja jest zawsze, do tego Katowice to stolica województwa i ambicje są duże. Nie powinno to jednak nikomu pętać nóg. Trzeba to zaakceptować, trzeba nauczyć się z tym trenować i grać.

Mam nadzieję, że bez względu na wynik nie zabraknie nam determinacji. Nam się udało w Skrze stworzyć zespół, który chciał walczyć za klub, za swoje miasto. Pewnie, że wynik nie zawsze były takie jakby się chciało, ale trudno było zarzucić któremuś zawodnikowi brak woli walki ambicji, chęci zwycięstwa. Nawet jak mecze były słabsze, to każdy dawał z siebie sto procent.

To bardzo ważne, żeby w GKS-ie też tak było. Oczywiście to już zadanie trenera, ja nie chcę wychodzić przed szereg, ale już widzę, że on mocno na to stawia nacisk.

Zostawiasz Skrę w dobrej sytuacji, ale nie masz obaw o to czy zmiana trenera nie spowoduje jakichś kłopotów?

- Nie mam żadnych i nie są to frazesy czy puste słowa. W klubie pracują Paweł i Jacek, którzy wiedzą co mają robić. Myśmy bardzo blisko współpracowali, właściwie wszystkie decyzje konsultowaliśmy. Oczywiście, ja podejmował ostateczne decyzje, brałem za to odpowiedzialność, ale każda najdrobniejsza nawet rzecz była omawiana. Poza tym cały czas rozmawiamy, jesteśmy w kontakcie, nie dalej jak wczoraj o 23 dzwoniłem do Pawła. Jak tylko będę mógł będę pomagał, bo nie ukrywam, że jest mi to cały czas bliskie. Mam świetny kontakt z prezesami, zawodnikami, trenerami i myślę, że będziemy go dalej utrzymywali.

Przyznam, że spytamy przez prezesów powiedziałem, że ja w roli mojego następcy widziałbym Pawła, ale to oczywiście oni podejmują decyzję.   

Może jeszcze kiedyś wrócisz do Skry?

- Kto wie? Nie wiemy gdzie za parę lat będzie Skra i co będzie robił trener Dziółka. Gdy w grałem w GKS-ie do głowy by mi nie przyszło, że będą tam kiedyś pracował jak trener. W sporcie trudno coś przewidzieć. Ja mam bardzo duży sentyment do klubu, do miasta, chociaż przyznam, że za dużo za czasu na poznanie Częstochowy nie miałem.

Przy okazji chciałem podziękować i powiedzieć, że jestem przede wszystkim wdzięczny za to, że w swoim czasie prezesi dali mi szansę. Gdy odszedł Piotr Mrozek nie miałem przecież wielkiego doświadczenia, mogli szukać kogoś innego, a jednak mi zaufali. Nigdy tego nie zapomnę, tak jak zawsze będą dobrze wspominał te 3,5 roku spędzone w Skrze.